Sport.pl

Snowmaggedon w Tatrach. Sprzęt i szkolenia, które pozwalają przeżyć w górach zimą

W Tatrach TOPR ogłosił, po raz kolejny tej zimy, czwarty stopień zagrożenia lawinowego. Choć skala ma na końcu jeszcze piąty, najwyższy stopień, w praktyce nie jest on w Polsce ogłaszany. Nasze góry są na niego trochę za małe. Lawinowa czwórka to w związku z tym największe zagrożenie lawinowe z możliwych. Ale co to właściwie oznacza?

Ekstremalne zjawiska pogodowe

Styczeń jest w tym roku wyjątkowy. Śniegu spadło już bardzo dużo, a opadom nie ma końca.   Również temperatury i silne wiatry nie tworzyły warunków dla dobrego ustabilizowania się pokrywy śnieżnej. W związku z tym od początku roku zagrożenie lawinowe utrzymuje się na znacznym lub wysokim poziomie. Oznacza to tyle, że duże, śmiertelnie niebezpieczne lawiny mogą schodzić samorzutnie w wielu miejscach. Więcej o sytuacji w Tatrach można przeczytać w komunikacie lawinowym TOPR-u.

Wiemy już, że ta zima jest wyjątkowa, choć wszystko wskazuje na to, że podobnych możemy spodziewać się w przyszłości. Opublikowany w 2017 roku raport z badań szwajcarskich naukowców jasno mówi, że przyszłe zimy takie właśnie będą – cieplejsze, ale zarazem nieprzewidywalne, pełne ekstremalnych zjawisk pogodowych. Śnieżne susze, po których przyjdą potężne opady, drastyczne i szybkie zmiany temperatur to pokłosie ocieplania się planety. Czy to znaczy, że trzeba będzie rezygnować z zimowej turystyki górskiej? Na szczęście jeszcze nie, oczywiście poza krótkimi okresami gdy ogłoszony jest czwarty lub piąty stopień. Do takiej turystki trzeba się jednak odpowiednio przygotować.

Lawiny

Lawiny to zagrożenie wyjątkowe dla warunków zimowych, choć nie jedyne czyhające na miłośników śnieżnych wędrówek, wspinaczki czy skituringu. Żeby zrozumieć, jak się przed nimi zabezpieczać, trzeba niestety pochylić się nad tym, jak lawiny zabijają.

W razie porwania pierwsze zagrożenie to uszkodzenia mechaniczne. Lawina może poobijać porwanego o skały i drzewa czy na przykład zrzucić z urwiska . Tutaj pomóc może kask, plecak z ochraniaczem a także lawinowe plecaki wypornościowe. Z tej perspektywy więcej śniegu zmniejsza zagrożenie śmierci w momencie samego upadku z lawiną. Później, gdy lawina stanie i dojdzie do pogrzebania poszkodowanego pod śniegiem rusza wyścig z czasem. Przez pierwszych 15 minut ponad 90% zasypanych da się uratować. Ilustruje to krzywa przeżywalności oparta na statystykach z całego świata. Później, z każdą minutą, te szanse drastycznie maleją, a po pół godziny jest to coś około 35%, zależnie od regionu świata. W tym czasie osoby pogrzebane pod śniegiem duszą się, a w ich mózgach zachodzą nieodwracalne zmiany. Nawet najbardziej profesjonalna akcja ratunkowa może nie być im już w stanie pomóc. Brzmi strasznie, ale ma też bardzo konkretne konsekwencje dla szkoleń i systemów pomocy osobom zasypanym. Liczy się tych pierwszych 15 minut.

Ratownictwo

Regionalne grupy GOPR-u to doskonali specjaliści, a TOPR uchodzi za jedną z najlepszych służb ratunkowych na świecie. Nie mniej, nawet oni, z wielu niezależnych powodów, rzadko mają szansę dotrzeć na lawinisko w ciągu kwadransa. Często jest to po prostu niewykonalne. W związku z tym na całym świecie w ratownictwie lawinowym stawia się na pomoc partnerską. Tylko ludzie będący razem z poszkodowanym, świadkowie zdarzenia, ci których lawina nie porwie, mają statystycznie istotną szansę na uratowanie go. Jak to się robi? Dzięki trzem urządzeniom i odpowiedniemu przeszkoleniu.

Lawinowe ABC – detektor, sonda i łopata

Żeby efektywnie wydobyć kogoś spod śniegu, trzeba go najpierw odnaleźć. Do tego służą detektory lawinowe. To urządzenia nadawczo-odbiorcze o zestandaryzowanej częstotliwości (czyli wszystkie firmy używają tej samej). Z tą „świętą trójcą” zawsze powinno się wychodzić w góry zimą. Ustawiamy taki detektor na nadawanie, chowamy go pod ubraniami i działamy z nim w górach. W razie zasypania pozostali na powierzchni przełączają swoje detektory w tryb poszukiwania i na podstawie sygnału odnajdują tak zwane minimum, czyli miejsce bliskie miejscu zasypania. Później przychodzi czas na sondowanie. Sondy lawinowe to długie, składane tyczki przypominające stelaże współczesnych namiotów. Pozwalają odnaleźć precyzyjnie poszkodowanego zasypanego nawet trzy metry pod śniegiem. To ważne, bo trzeci krok, czyli kopanie w lawinie jest bardzo męczące i czasochłonne, a precyzja to cenne minuty dla osoby pod śniegiem. Łopaty lawinowe, stalowe lub aluminiowe, to wbrew pozorom dość precyzyjnie zaprojektowane urządzenia. Podczas szkoleń można się przekonać jak wiele drobnych szczegółów w konstrukcji przekłada się na szybkość kopania.

Gdy już uda się odkopać zasypanego, a konkretnie jego drogi oddechowe, przychodzi czas na pierwszą pomoc lub poszukiwanie kolejnych zasypanych. Czasem właśnie wtedy docierają służby ratunkowe lub inni ludzie do pomocy i są w stanie przejąć prowadzenie akcji.

Scenariusz, w którym jednej zasypanej osoby szuka kilkoro ratowników jest oczywiście najbardziej optymistyczny, jednak nie zawsze tak się udaje. W związku z tym najlepsze detektory na rynku (których używa między innymi TOPR) oprócz lokalizacji transmitują informacje o funkcjach życiowych. Poszukujący wie, czy osoba pod śniegiem rusza się, co pomaga mu podejmować trudne decyzje kogo szukać w pierwszej kolejności. Liczą się również trzy anteny, które znacznie zwiększają zasięg urządzenia, a także funkcja automatycznego przełączenia z powrotem na nadawanie, w razie gdyby ratownika podczas poszukiwań przysypała kolejna lawina. Takie rzeczy niestety również się zdarzają, a starsze urządzenia nie były zaprojektowane na takie ewentualności.

Lawinowe ABC z górnej półki to wydatek rzędu 1600-2000 zł, jednak to właśnie ono decyduje o przeżyciu lub nie. Nie jest to również sprzęt, który w normalnej eksploatacji się zużywa, dlatego raz kupiony będzie służył latami. Smutne doświadczenia z polskich Tatr są takie, że wciąż żadna z osób zabitych przez lawiny nie miała przy sobie włączonego detektora. Prawdopodobnie wielu z nich dało by się pomóc. 

Plecaki lawinowe

Lawinowe ABC to urządzenia pomagające pomóc osobom już zasypanym, ale w żaden sposób nie zmniejszają ryzyka samego zasypania. Tutaj, oczywiście oprócz szkolenia, pomagają plecaki lawinowe. To urządzenia wyposażone w systemy wypornościowe. W plecaku spakowana jest zwinięta poduszka, a system odpala samodzielnie osoba porwana. Wtedy butla ze sprężonym gazem lub napędzany elektrycznie wentylator napełnia poduszkę o pojemności około 150 litrów. Dzięki temu osoba porwana najczęściej unosi się po powierzchni lawiny niczym po powierzchni rzeki. Takie plecaki to niestety duży wydatek (powyżej 2000 zł), jednak ich przydatność, oprócz amatorów, doceniły służby ratunkowe z całego świata i są one przez nie używane.

Szkolenia lawinowe

Jak nietrudno się domyśleć sam sprzęt jeszcze niewiele pomoże, trzeba umieć go używać. Temu służą regularnie prowadzone w polskich górach szkolenia lawinowe. Wciąż nie ma jeszcze zunifikowanego systemu szkoleń i rynek pozostaje trochę „dziki”, nie mniej powszechnie przyjmuje się że w Polsce najlepsze szkolenia prowadzą ratownicy TOPR-u (choć sam TOPR nie prowadzi szkoleń) oraz przewodnicy wysokogórscy IVBV. Szkolenia mają różne programy i czas trwania, nie mniej bezwzględnie można powiedzieć, że każde z nich będzie lepsze niż żadne, dwa dni lepsze niż jeden itd. Dodatkową umiejętnością przydatną zimą jest umiejętność poruszania się na nartach. Skitury, czyli narty do chodzenia pod górę i zjeżdżania w dół, wbrew obiegowej opinii, zwiększają bezpieczeństwo w górach. W tym samym terenie narciarz idąc tworzy zdecydowanie mniejsze zagrożenie lawinowe niż piechur, a samo przemieszczanie się jest bardziej efektywne i mniej męczące.

Podstawowe informacje o lawinach w formacie ulotki PDF do pobrania 

Zima w górach to piękny, ten mniej zatłoczony czas. Jak widać wiąże się jednak z zagrożeniami. Z pewnością czwarty stopień niedługo ustąpi miejsca trzeciemu i drugiemu, ale to może stwarzać złudne poczucie bezpieczeństwa. Najwięcej wypadków zdarza się właśnie przy lawinowej ‘dwójce’ i ‘trojce’. Nie ma sensu rezygnować z działania w górach, ale nierozsądnym jest robienie tego bez przygotowania. Szkolenia i sprzęt to mała cena, którą warto zapłacić za bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich.