Sport.pl

Trzy sposoby na wyjazd z małym dzieckiem na narty

Mały Człowiek zajmuje Wam 25h na dobę? Nie wyobrażacie sobie urlopu z tym utrapieniem? Perspektywa najbliższych nart oddaliła Wam się o kilka lat? Nie macie pomysłu jak można pogodzić rodzicielstwo z białym szaleństwem? Oto kilka rad.

Na zakładkę.

Najbardziej oczywisty pomysł. Jedziemy z dzieckiem (powiedzmy od 4 miesiąca w górę) na narty. Oboje rodziców plus szkrab wjeżdżają wyciągiem na górę. A następnie jedno z Was szusuje a drugie spaceruje z potomkiem po okolicznych lasach. Następnie po 2-3h godzinach zachodzi zmiana i drugi rodzic może spędzić trochę czasu ze swoją pociechą a pierwszy musi się męczyć na stokach. Pamiętajmy, że jak uczulała pani neonatolog w wywiadzie (tutaj), dziecko musi być odpowiednio okutane i zabezpieczone przed mrozem. Natomiast korzyści z takiego rozwiązania są ewidentne: my jeździmy na nartach, dziecko śpi na świeżym powietrzu; jedna wielka, szczęśliwa rodzina.

Wariant „z przyjaciółmi”. Jeżeli mamy przyjaciół/znajomych którzy także lubią jeździć na nartach oraz również są szczęśliwymi posiadaczami potomka w wieku zbliżonym do naszego dziecka możemy zorganizować wspólny wyjazd i opiekować się dzieckiem na zmianę. Wtedy może nawet się okazać, że mamy jedną „wartę” co 4 dni!

Na babcię.

To rozwiązanie jest być może odrobinę bardziej kłopotliwe. Zakłada zabranie ze sobą na wyjazd przynajmniej jednej babci/dziadka. Pomijając ewidentny aspekt finansowy (babcie niewiele ale jednak jedzą, trzeba też wykupić im nocleg). Dodatkowo nasi właśni rodzice czasami mają swoje plany i swoje życie, wyjazd z wnukiem na narty niekoniecznie musi leżeć w ich zamierzeniach. A więc trzeba prosić. Choć z drugiej strony nie przesadzajmy. W końcu idea, żeby babcia spędzała czas z wnukiem nie jest jakaś bardzo ekstrawagancka; to jednak jest rodzina! Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest fakt, że rodzice mogą spędzić kilka godzin wspólnie, na stoku, bez dziecka. A to może być zbawienne dla ich zdrowia, zwłaszcza psychicznego. A wieczorem, z naładowanymi na nartach bateriami, zalejemy nasze maleństwo taką ilością miłości, że będzie najbardziej kochanym dzieckiem na Ziemi!

Na opiekunkę.

Tutaj sprawa jest kryształowo czysta. Rozwiązanie teoretycznie najprostsze. Nie trzeba nikogo prosić, nakładać na siebie zobowiązań, zaciągać długów wdzięczności. Ot, wynajmujemy opiekunkę, płacimy jej i załatwione. Zwróćmy jednak uwagę, co opiekunka robi z naszym dzieckiem w czasie, który spędzamy na stoku. Przypilnujmy, żeby nie przebywała z nim cały czas w budynku. Skoro już jesteśmy w górach, to niech maluch też zaczerpnie świeżego powietrza. Na pewno dobrze mu to zrobi.

Anna Chodkiewicz