Chcesz być aktywny? Ostrożnie!

Wróciłeś właśnie z nart i jest ci przykro, że już po wszystkim? Zamiast się martwic o to, że do najbliższego urlopu zostało ci kilka długich tygodni bądź miesięcy, pomyśl o tym, by już dziś postawić na aktywność. Poszalałeś na stoku? Potraktuj to jako rozgrzewkę

Zimowy wypad na narty to doskonały start. Zwykle wszyscy marzymy o tym, by od stycznia postawić na aktywność i zdrową dietę. Trudno sobie wyobrazić ostrzejszy wycisk niż cały tydzień czy nawet dwa spędzone na stoku. Dlatego zrób wszystko, by nie spocząć na laurach i do roboty!

Możliwości masz więcej, niż ci się wydaje. Od najbardziej banalnych takich jak karnet na siłownię, zajęcia fitness czy squash z kolegą z biura, przez sezonowe jak jazda na łyżwach, po nieco bardziej ekstremalne rozwiązania Jednak bez względu na to, czy wybierzesz bezpieczny czy hardcore'owy, warto się przygotować na pewne okoliczności przyrody. Przygotowaliśmy mały poradnik dla tych, których energia już roznosi, ale być może nie są świadomi tego, na co się piszą.

 

Siłownia: lans czy domowa atmosfera?

Fakt, że zdecydowałeś się na to, by wykupić karnet na siłownię, to dopiero pierwszy krok. Teraz trzeba zrobić dobry research i zastanowić się, którą z nich wybrać. Pamiętaj, że kwestie obiektywne, takie jak: cena, odległość, sprzęt, godziny otwarcia, plan zajęć - to jedno. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak ważna jest atmosfera.

- Ćwiczę regularnie już od jakichś 6 lat więc znam sporo siłowni czy klubów fitness - opowiada 29-letnia Kasia. - Zawsze zależało mi na tym, by miejsce, gdzie ćwiczę było blisko domu lub pracy, bo w przeciwnym wypadku zawsze znalazłabym wymówkę, by nie iść. Cena miała spore znaczenie - teraz jest dużo kart rabatowych czy zniżek proponowanych przez pracodawcę, z których warto korzystać. Ale nie wolno nam zapomnieć o atmosferze, bo siłownia siłowni jest nierówna - dodaje.

Kasia bardzo dobrze wspomina swoje doświadczenia w klubie fitness jednego z warszawskich hoteli.

- Zawsze świeże ręczniki, szampon, odżywka i mydło na miejscu - to wydaje się głupie, ale kiedy ćwiczysz codziennie i nie musisz tego wszystkiego ze sobą nosić, zaczynasz doceniać drobne rzeczy. Do tego nigdy nie było tam zbyt wielu osób, miła obsługa i długie godziny otwarcia ze względu na dobę hotelową. Mogłam ćwiczyć w każde święta - mówi Kasia.

Coś jednak sprawiło, że w kolejnym roku nie przedłużyła umowy i zapisała się do zupełnie innego klubu, gdzie sama musi przynosić swój ręcznik i kosmetyczkę.

- Ludzie nie byli przyjaźni. Nikt nie był arogancki ale chodzi o to, że mało towarzyscy. Przychodziło mnóstwo znanych aktorów czy muzyków, nikt z nikim się nie znał, ani nie rozmawiał. Teraz chodzę na siłownię obok mojej pracy i jest świetny klimat. Co prawda nie mamy takich luksusów i zwykle wolę brać prysznic już w domu, ale za to czas zlatuje tak szybko, że nawet nie wiem kiedy jestem już po treningu. Znam prawie wszystkich, żartujemy podczas treningu, a jak ktoś kończy o podobnej porze, to czasem wyskakujemy razem na sushi czy kawę - mówi Kasia.

 

Zajęcia fitness: „Gotowe na wszystko” czy „Na wspólnej”?

Podobną kwestię warto rozważyć zanim wybierzesz zajęcia fitness. Musisz się zastanowić czy bardziej odpowiada ci grupa pań, które wyglądają, jakby wyszły od fryzjera i za każdym razem pokazują najnowszą kolekcję sportowych ciuchów, czy zależy ci na tym, by była miła, domowa atmosfera, gdzie każdy sobie pomoże i nikt nie będzie oceniał czy twoje leginsy zostały zaprojektowane przez Stellę McCartney czy zostały kupione na wyprzedaży.

- Mam wykupiony abonament w jednej sieciówce i muszę przyznać, że w każdym klubie zajęcia wyglądają zupełnie inaczej. W zależności od tego, czy mam ochotę na pilates czy fat burning, dojeżdżam tam, gdzie pasuje mi godzina. Są zajęcia, na których jest świetna zabawa i takie, gdzie czuje się fatalnie, bo mam wrażenie, że mój tyłek jest pod ciągłą obserwacją na zasadzie: „Jak ona wygląda w tych leginsach. Trzeba było założyć coś luźniejszego” - mówi 34-letnia Beata z Krakowa.

 

Lodowisko: rekreacja czy polowanie?

Jazda na łyżwach to bardzo fajna forma spędzania czasu. Zamiast iść do pubu i wlewać w siebie hektolitry piwa czy objadać się w kinie popcornem, lepiej pośmigać na lodzie i zadbać o to, by wzmocnione na stoku nogi, dalej pracowały. Tutaj z kolei trzeba uważać na tych, którzy nie przyszli po to, by się ruszyć, czy miło spędzić czas, a po to, by „wyrywać”.

- Jeżdżę w różnych miejscach i wszędzie znajdzie się grupka młodych facetów, którzy rozpędzają się i popisują swoimi umiejętnościami, które swoją drogą, pozostawiają wiele do życzenia. Chcą po prostu zwrócić na siebie uwagę przedstawicielek płci przeciwnej, ale zapominają o tym, że z taką techniką, jaką prezentują, ciężko będzie zahamować w razie potrzeby. Trzeba na nich uważać - mówi 28-letnia Paulina, która przynajmniej raz w tygodniu wybiera się ze znajomymi na lodowisko.