Euro, skype i pasztet - o czym pamiętać przed wyjazdem?

Fot. Shutterstock

Dla wielu z nas ferie już się zaczęły, dla innych to wciąż czas oczekiwania. Wydaje Ci się, że już jesteś gotowy? Jest kilka rzeczy, o których warto pomyśleć, zanim wsiądziesz do samolotu lub samochodu.

Szykujesz listę przedmiotów potrzebnych na wyjazd i wszystko wydaje się oczywiste. Tak jest w przypadku osób, które w każdym roku wyjeżdżają za granicę na narty czy deskę. Jeśli jednak do tej pory ferie zimowe spędzałeś w Polsce czy całkiem z nich zrezygnowałeś, warto zwrócić uwagę na kilka spraw, które za granicą mogą ułatwić Ci życie i sprawić, że stan Twojego konta straci na tej przygodzie na stoku jak najmniej.

 

Pamiętaj, że jest skype

Kiedy wyjeżdżamy, często brakuje nam kontaktu z bliskimi. Wieczorami chcielibyśmy zadzwonić i porozmawiać o tym, co się u nas ciekawego wydarzyło. Od dłuższych rozmów często powstrzymuje nas roaming. Dlatego warto korzystać z takich rozwiązań jak skype. Tutaj jednak chcemy rozszerzyć temat. Często myślimy o tym, by zadzwonić do kogoś, kto nie korzysta z tego programu lub najzwyczajniej w świecie tego nie lubi. Dlatego warto wykupić specjalny pakiet, dzięki któremu możesz dzwonić ze skype'a na numery telefonów komórkowych lub stacjonarnych. Drugie rozwiązanie wyniesie Cię dosłownie grosze. Za godzinną rozmowę zapłacisz ok. 5 złotych. Pakiet możesz wykupić przez internet i na bieżąco obserwować koszt rozmowy.

Na stoku, by bez sensu nie narażać się na koszta w postaci podwójnego roamingu (osoba wykonująca i odbierająca połączenia), lepiej jest używać rozwiązań typu CB radio czy Walkie Talkie.

Z wyżywieniem czy bez?

Często zastanawiamy się czy warto wykupić wyjazd wraz z wyżywieniem czy lepiej może zdecydować się na apartamenty z aneksem kuchennym? Jeśli wybierzemy drugą opcję, to lepiej przywieźć jedzenie ze sobą czy kupić na miejscu? Pytania dotyczące wyżywienia można mnożyć bez końca. Zadzwoniliśmy w tej sprawie do Sylwii Kryśkiewicz, która akurat szusuje z rodziną w Austrii i zapytaliśmy jakie jest jej zdanie na ten temat.

- Wiele osób wybiera opcję „bez wyżywienia” szczególnie, gdy jadą z dziećmi jak moi znajomi. Rok temu byliśmy w apartamentach we Włoszech z opcją „bez wyżywienia”. Jak jedzie się z dziećmi, to z ekonomicznego punktu widzenia lepiej jest wziąć jedzenie z Polski: z natury są dość wybredne, jedzą raz więcej raz mniej albo w ogóle nie mają ochoty na śniadanie. Poza tym wiele osób i tak bierze ze sobą jedzenie na stok: kanapki, wodę, słodycze. Robią tak, gdyż chcą wydać jak najmniej pieniędzy. Oczywiście w trakcie jazdy zwykle robi się przerwę i zawsze można pójść do baru - wyjaśnia Sylwia.

- Dwa lata temu byłam w apartamentach z wyżywieniem (też Włochy) i śniadania mi nie odpowiadały. Widziałam, ze dzieciom znajomych też nie i tak naprawdę płaciło się za to, czego one i tak nie zjadały. Kolacja o 19 to dla wielu osób za późno (do tego czasu to już zdąży się zjeść coś po powrocie ze stoku, a potem już się nie jest głodnym). Potrawy są za ciężkie i tak wiele z tych kolacji nie zyskujesz, w takim znaczeniu, żeby zjeść coś zdrowego i pożywnego. Oczywiście są zwolennicy wyjazdów z wyżywieniem i wcale im się nie dziwie, bo wtedy odpada Ci krzątanina w kuchni z rana i po południu, schodzisz po prostu na gotowe i nic więcej Cię nie obchodzi. Jest to o tyle wygodne, że nie myślisz o jakimś przygotowywaniu, krojeniu, czy zmywaniu, a już na pewno nie o gotowaniu. W końcu jedziesz na narty, by odpocząć.

Pasztet czy nowości?

Załóżmy, że decydujemy się na opcję bez wyżywienia. Zazwyczaj będziemy mieć do dyspozycji aneks kuchenny. Czy w takiej sytuacji warto brać ze sobą jedzenie z Polski czy kupować na miejscu? Wszystko to kwestia indywidualnych upodobań. ja np.: uwielbiam próbować kuchni, w każdym kraju, do którego się wybieram i nie wyobrażam sobie, że miałabym wymienić górskie przysmaki na pasztet czy parówki. Ci, którzy się zdrowo odżywiają, mogą zapakować do torby kilka rzeczy, które są lekkie i można bez problemu przewieźć (np.: płatki owsiane czy mieszanka orzechów na idealne śniadanie przed wyjściem na stok).

Wymieniamy walutę

Niestety bez pieniędzy ani rusz! Dlatego zanim wyjedziesz na narty, zorientuj się ile mniej więcej będzie Cię kosztował ten wyjazd. Jeśli zamierzasz operować gotówką a nie kartą, lepiej wymienić pieniądze jeszcze w Polsce jednak w tej chwili to już nie ma aż tak dużego znaczenia.

- Wszystko zależy od kursu waluty. My ze znajomą zawsze miesiąc przed planowanym wyjazdem obserwujemy kursy (w tym przypadku zawsze euro) i próbujemy uchwycić moment, kiedy jest najbardziej korzystny. Nie wymieniałyśmy do tej pory złotówek na euro za granicą. Ale podczas pobytu chętnie zaglądamy do banków (z czystej, wrodzonej ciekawości jak to ekonomistki przystało) lub kantorów, by sprawdzić, jak w danej sytuacji plasuje się kurs euro. Wiele osób również sprzedaje walutę przed końcem pobytu. Ja radzę zostawić sobie zawsze trochę euro w kieszeni, bo droga do Polski z zimowych kurortów jest dość długa i bezpieczniej jest mieć w kieszeni trochę pieniędzy - mówi Sylwia Kryśkiewicz i dodaje, że w tej chwili to, gdzie kupimy euro, tak naprawdę nie ma aż tak dużego znaczenia.

- Jeśli ktoś zna dobrze język i potrafi porozumieć się bez problemów to warto rozeznać się po przyjeździe w kantorze lub w banku i wtedy kupić trochę euro, bądź sprzedać je. Różnica w cenie (w zysku na sprzedaży lub kupnie) jest zwykle niewielka.

Dodatkowo o tym, czego nie zapomnieć na narty możecie przeczytać tutaj