Sport.pl

Wywiad z Janem Kastorym - polskim zawodnikiem freeskiingu

Aby przybliżyć Wam jeszcze bardziej w miarę nową dyscyplinę sportową jaką jest freeskiing, w związku ze zbliżającymi się Mistrzostwami Polski, prezentujemy wywiad z jednym z uczestników zbliżających się The North Face Polish Freeskiing Open 2012.

Jakie były Pana początki na nartach? Od razu freeskiing czy najpierw klasycznie, zjazdowe?

Moje początki na nartach były bardzo klasyczne. Zacząłem tak jak zaczyna pewnie większość naszych rodaków, czyli na oślej łączce pod Nosalem. O freeskiingu w dzisiejszym wykonaniu, jeszcze wtedy nikt na świecie nie słyszał. To był początek lat '90, wszyscy jeździli śmigiem na długich, prostych nartach. Odkąd zacząłem narciarstwo bardzo ewoluowało.

Z tego co wiem zaczynał Pan w WTS Deski. Jak długo Pan tam jeździł, jakie wspomnienia?

Tak się właśnie składa. Do Warszawskiego Towarzystwa Sportowego Deski trafiłem w wieku około 7 lat, i właściwie nie mogę powiedzieć, żebym przestał w nim jeździć. Klub to nie jest tylko instytucja, ale przede wszystkim ludzie do niego należący. Mieliśmy świetną grupę, z którą ścigaliśmy się w Pucharze Polski. Kiedyś nawet wygraliśmy Klubowe Mistrzostwo Polski. Spędzaliśmy razem ponad 2 miesiące w roku. Koledzy zaczynali być jak bracia, a instruktorzy jak wychowawcy. Teraz role się zmieniają i do klubu przychodzą kolejne pokolenia. Wszyscy staramy się cały czas działać, uczyć dzieci, albo po prostu trzymać razem. Wspomnienia się cały czas tworzą.

Czy dalej jeździ Pan dla Desek czy teraz już dla innego klubu?

Formalnie jestem zapisany do klubu AZS UW jako student. W zawodach freeskiingowych startuję jako członek Polskiego Stowarzyszenia Freeskiingu. Ale jeśli ktoś by się mnie zapytał w jakim klubie jeżdżę na nartach, to zawsze powiem, że są to Deski Warszawa, bo to im zawdzięczam wszystkie moje umiejętności narciarskie.

Jak udaje się Panu pogodzić mieszkanie w Warszawie z zawodowym uprawianiem narciarstwa? I czy można o Panu powiedzieć, że zawodowo uprawia Pan narciarstwo?

Prawdę powiedziawszy pisanie o kimś w Polsce, że zawodowo uprawia narciarstwo jest śmieszne. Oprócz jednej lub dwóch osób w Polsce nikt nie dostaje za swoją jazdę pieniędzy. Jeśli chodzi o przygotowanie sportowe, to kilka osób robi to na wysokim poziomie, ale nawet najlepszym do zawodowstwa dużo brakuje. Teraz gdy Freeskiing wszedł w poczet sportów olimpijskich, Polski Związek Narciarski zaczął dofinansowywać wyjazdy niektórym zawodnikom. Ale jest cały czas duża grupa, która mimo wysokich predyspozycji nie może trenować, bo jej na to nie stać. Mieszkanie w Warszawie jest o tyle kłopotliwe, że każdy wyjazd musi być zaplanowany z wyprzedzeniem. Ale tak naprawdę moim kłopotem nie jest odległość od gór, bo w Polskich górach i tak nie ma warunków do uprawiania freeskiingu i jeśli ktoś chce trenować, zmuszony jest pojechać do Czech lub Austrii. Moją przeszkodą jest uczelnia i praca które mnie blokują.

Czy warszawiak ma w ogóle szansę dorównać góralom czy musi się przeprowadzić bardziej na południe?

Trudno mi jest odpowiedzieć wprost. Może Górale mają bliżej w góry, ale mieszkanie w Warszawie wiąże się z wyższym poziomem życia i też większymi możliwościami finansowymi. We freeskiingu to nie jest jeszcze tak widoczne. Wielu dobrych narciarzy pochodzi z Warszawy. Wśród dzieci ścigających się w konkurencjach zjazdowych warszawskie kluby od dawna są w ścisłej czołówce we wszystkich ogólnopolskich rankingach. Narciarze, bez podziału na dyscypliny, trenują za granicą. Alpejska kadra Polski zaczyna sezona w Austrii, a później jeździ np. w Skandynawii. Szczepan Karpiel - mistrz Polski we freeskiingu właśnie wrócił z kilkutygodniowego treningu w Stanach. W Polsce i tak nikt nie ma warunków do profesjonalnego treningu narciarskiego, więc kwestia pochodzenia wcale tak wiele nie zmienia. Paradoksalnie, najostrzejsze zimy są na Suwalszczyźnie, więc wystarczy tam znaleźć odpowiednio wyprofilowane wzgórze, zbudować skocznię ze śniegu i może się okazać, że będzie to lepszy ośrodek do treningu niż jakikolwiek na Południu.

Co to jest freeskiing? Jaka jest ogólna definicja?

Definiowanie freeskiingu byłoby jego zaprzeczeniem. We freeskiingu nie ma reguł. Można robić wszystko. Freeskiing to jest zarówno jazda po muldach, poza trasami, w przygotowanym snowparku, jak i po zaśnieżonym mieście. To Ci o dziecięcej, nieograniczonej wyobraźni, którzy w najefektowniejszy sposób przełamują bariery są motorem freeskiingu. Ktoś, kto umie zrobić na nartach coś co odchodzi od normy może się nazwać freeskierem.

Czym dla Pana jest freeskiing i czemu zrezygnował Pan z narciarstwa zjazdowego na rzecz FS?

Narciarstwo zjazdowe jest zupełnie inną dyscypliną. Konkurencja jest dużo większa. W pewnym momencie naprawdę trzeba poświęcić wszystko, żeby to miało sens, żeby utrzymywać się w czołówce. Wyniki rzędu Mistrzostwa Warszawy nie są pozycją
wyjściową do zawodowstwa w narciarstwie alpejskim. We Freeskiingu jest inaczej. Umiejętności nie są najważniejsze, bo na stoku czy w snowparku brawa może dostać nawet ten, któremu przez cały dzień nic nie wychodzi, a w końcu mu wyjdzie. To taka różnica jak z naukami ścisłymi, w których można wszystko pomierzyć i nie ma złudzeń, że dyscypliny te nazywamy nauką; a naukami humanistycznymi, gdzie wszystko zależy od subiektywnego podejścia nauczyciela. Freeskiingu nie można mierzyć, bo wcale to nie perfekcjonista może zostać uznany za najlepszego, a narciarstwo alpejskie to tylko słupki, czasy i prędkość, bo ten kto jedzie najszybciej jest najlepszy. To obrazuje atmosfera na zawodach. Narciarstwo alpejskie wiąże się z dużo większą rywalizacją i presją. Freeskiing jest dyscypliną, w której ludzie cieszą się z sukcesu innych, a największym przeciwnikiem jest się samemu dla siebie. Czasami brawa innych są ważniejsze niż wynik na zawodach. Na starcie Mistrzostw Polski nikt nie siedzi skoncentrowany na sobie. Wszyscy żartują, doradzają sobie i pytają o radę. Taka jest według mnie pozytywna strona tej dyscypliny.

Kilka słów o zbliżających się Mistrzostwach Polski? W jakiej formule będą rozgrywane? Czy to jest bardziej jak w narciarstwie alpejskim (najlepszy czas wygrywa), skokach narciarskich (odległość + noty za styl) czy też jak w łyżwiarstwie figurowym (sędziowie decydują i koniec)?

Polish Freeskiing Open jest imprezą otwartą, to znaczy dostępną dla zawodników z całego świata, klasyfikowana nawet w kalendarzu AFP (Association of Freeskiing Professionals) jako jedna z 2 najważniejszych imprez w Europie Wschodniej. W ramach tych zawodów odbywa się również oddzielna klasyfikacja, dla zawodników z polskim pochodzeniem, którzy konkurują o zdobycie tytułu Mistrza Polski. Na starcie co roku staje ponad 100 zawodników obu płci i bez ograniczeń wiekowych, którzy konkurują w kategoriach: kobiety, mężczyźni i chłopcy. W konkurencji big air (skocznia) każdy z zawodników ma po kilka skoków, z których zawsze najgorszy odpada. Liczy się technika, czyli ilość obrotów, oś obrotu, najazd (tyłem lub przodem) i grab (przytrzymanie narty) oraz styl, czyli wysokość skoku, długość trzymania narty, sylwetka w powietrzu i jakość lądowania (niestety nie lądujemy telemarkiem, tylko afterbangiem ;) - chodzi o to by wylądować jak naczyściej, najlepiej bez uginania kolan). Na przykład: rodeo 540 japan to półtora obrotu (540st.) wykonane w osi podobnej do salta w przód i z nartą złapaną pod butem; a switch double cork 1080 nose to tail to trzy obroty (1080st.) z dwukrotnym wejściem w oś horyzontalną i nartą najpierw złapaną za dziób, a później za tył. Bardzo to skomplikowane i nie wiem jak sędziowie radzą sobie z rozłożeniem tych tricków na czynniki pierwsze, gdy skok trwa 2 do 3 sekund... Ale ostateczna decyzja należy do nich, jest zawsze trochę subiektywna.

Gdzie, Pana zdaniem, w Polsce są najlepsze warunki do uprawiania FS?

Trudno mi w tym momencie sezonu określić gdzie są najlepsze warunki. Najlepszą (bo największą) skocznią jest rokrocznie ta, która zostaje wybudowana na Polish Freeskiing Open (Mistrzostwa Polski). Dobry jest też snowpark w Witowie, ma w tym roku zostać otwarty snowpark na Julianach w Szczyrku. A niedaleko polskiej granicy, w Czechach jest Parkova Dolina. Niestety w porównaniu z ilością i jakością snowparków w innych krajach w Polsce panuje bieda.

Jaka była najcięższa kontuzja w Pana karierze? (odniesiona na nartach)

Moją największą kontuzją było zmiażdżenie ścięgna w barku. Trzy bezsenne noce ze łzami w oczach i zaciśniętymi łzami, a później trzy/ cztery tygodnie kuracji. Powybijane i popękane kciuki są dokuczliwe i towarzyszą mi przez cały sezon zimowy. Ale ja miałem dużo szczęścia. Mój brat miał pękniętą miednicę, Tomek Paździor - zawodnik z zakopanego rozwalone kolana. Sam odwoziłem topoganem ze stoku kolegę z Warszawy - Mateusza Augustyna, który miał popękane kręgi, czy modliłem się o Piotrka Wojarskiego, gdy spadał z wysokości jakiegoś 4 piętra na płaskie. Kontuzje są wliczone w ten sport, ale jakoś niewielu z niego rezygnuje...

Jan Kastory ma 23 lata. Jest studentem 5 roku socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Na nartach jeździ od 4 roku życia. Freeskiingiem zajął się 4 lata temu. Obaj jego młodsi bracia (Staś i Władek) również uprawiają freeskiing, ale swoje największe osiągnięcia uzyskiwali w narciarstwie alpejskim. Staś był reprezentantem Polski, a Władek jeździ
w ścisłej czołówce Pucharu Polski w kategorii junior młodszy. Jan dwukrotnie ocierał się o podium Freeskiingowych Mistrzostw Polski (2010 i 2011 - 4. miejsce). Ostatnio wciąga go branża łącząca biznes i działalność społeczną z nowymi techologiami. Razem z grupą programistów z Poznania wygrał Warsaw Start Up Weekend. O sobie mówi: „Mam znajomych, którzy studiują informatykę, architekturę czy prawo. Pracują, kończą licea, podróżują. Z którymi nie podzielam żadnych poglądów, ani nie interesują mnie rzeczy, którymi się zajmują. Ale kiedy wpinamy narty i jedziemy razem na krzesełku, tematów do rozmów nam nie brakuje. Narty powodują zacieranie granic i budowanie przyjaźni, bo czujemy się wolni. Spaja to wszystko wspólna tęsknota za śniegiem i górami.

Rozmawiała Anna Chodkieiwcz

Na temat Mistrzostw Polski we freeskiingu czytaj również tutaj