Trenowałem z kadrą Polski

Franciszek Przeradzki razem z kadrą Polski

Franciszek Przeradzki razem z kadrą Polski (fot. Franek Przeradzki)

SMS: "Francja, lodowiec, trening z kadrą. Możesz?". Trzy dni później i trzy tysiące metrów wyżej jeździłem z najlepszymi polskimi narciarzami po ośnieżonych stokach lodowca Pissaillas w Val d'Is ère.

Narciarstwo alpejskie

Budzik. Oko sceptycznie otwarte, na telefonie 5.45. W pokoju chłodno, oddechu jakby mniej. Za oknem już jasno - jest najdłuższy dzień w roku. Wczoraj na Okęciu było 30 stopni w cieniu, a w moim bagażu narty, kijki, ciepły strój. Ochrona spoglądała podejrzliwie, pan od niewymiarowego bagażu przyznał, że teraz przyjmuje raczej deski surfingowe.

5.46. Myśli z powrotem na piętrówce w Val d'Isere. Jestem prawie dwa tysiące metrów nad poziomem morza. Nie ma luksusów. Śpimy w schronisku młodzieżowym, o czym uparcie przypomina za krótkie o kilka kluczowych centymetrów łóżko. Wszystko nieważne, rozbudzam się momentalnie. Dziś będę trenował z kadrą Polski.

6.00. Śniadanie. Wszyscy zawodnicy w gumach (czyli obcisłych strojach do ścigania się na nartach), ja z moimi luźnymi, szerokimi spodniami czuję się bardzo nie na miejscu. Przypominam raczej trenera, ale nie oszukujmy się - wyglądem nic w tym towarzystwie nie ugram. Przy stole Andrzej Bachleda-Curuś, Ola Kluś i Kuba Ilewicz - oboje mistrzowie Polski w slalomie, kilku wybitnych trenerów i młodsi zawodnicy.

Polub Na narty.sport.pl na FB !

Tauron Bachleda Ski to program „uzdrowienia” polskiego narciarstwa alpejskiego. Skupia najlepszych zawodników w wieku od 14 do 25 lat. Ćwiczą z najlepszymi trenerami pod mentorskim okiem Bachledy-Curusia, najbardziej utytułowanego polskiego alpejczyka w historii (m.in. srebrny medal na mistrzostwach świata w St. Moritz w 1974 roku).

Przyjechałem z Genewy wieczorem i dopiero teraz mam okazję się przywitać. „Dzień dobry, dzień dobry” i wszyscy dalej z przymkniętymi oczami przeżuwają bułki z dżemem. Dla mnie to chyba najważniejszy narciarski dzień w życiu, dla nich kolejny dzień w biurze.

6.30. Wsiadamy do busów, wszyscy już jakby bardziej rozbudzeni. Większość zawodników pakuje po jednej parze nart, tylko Karolina Riemen ma ich pięć. Trenuje skicross, czyli konkurencję, w której cztery zawodniczki startują razem na specjalnie przygotowanym torze. W zależności od warunków bierze narty o różnych promieniach skrętu, długościach i twardościach. Na stokach wybiera najbardziej odpowiednie.

Busami jedziemy około dwudziestu minut. W zimie na górę wjeżdża się kolejką, w lecie w dolinie nic nie chodzi, także trzeba wdrapać się serpentynami aż do lodowca, na wysokość 2800 m n.p.m. Nikt nie śpi, Kasia Wąsek, mistrzyni Polski juniorów w superkombinacji, kontroluje playlistę. Młodzi lubią Paktofonikę, ale trochę za dużo przeklinali, i pan Piotr, trener, się zbuntował. Zamiast niej trochę hitów z list przebojów i „projekt”, czyli ścieżka dźwiękowa z filmu „Project X”.

- Z playlisty ma być moc - tłumaczy Kasia.

7.00. Ruszają wyciągi. - O tej porze najczęściej trenujemy w Les Deux Alpes, ale teraz tutaj są najlepsze warunki na kontynencie - tłumaczy Andrzej Bachleda-Curuś. - Jeździmy „na prognozę”. Jak by tu było źle, zawsze możemy się spakować i pojechać gdzie indziej.

narciarstwo alpejskie, narty we francjifot. Franek Przeradzki

7.30. Jesteśmy na szczycie lodowca Pissaillas, na wysokości 3300 m n.p.m. Trenerzy rozstawiają slalom, a ja jadę na rozgrzewkę za Kasią i Iwoną. Niby jeżdżę na nartach po 6-8 tygodni w roku, ale moje i ich umiejętnościami dzieli przepaść. Na trzy skręty dziewczyn mi wychodzą dwa i zdecydowanie mniej wykładam się na stoku. Widzę jak wiele do życzenia pozostawia moja dynamika. Po przejechaniu dwóch ścianek ledwo oddycham. Chodzi nie tyle o kondycję, co wysokość. Jeszcze wczoraj rano pływałem w jeziorze Niegocin, trzy tysiące metrów niżej.

Po rozgrzewce zaczynamy jazdę po slalomie. Ledwo mieszczę się między bramkami, chociaż trasa nie jest bardzo wymagająca jak na standardy kadry. Na razie pracują nad prawidłowym ułożeniem ciała. Andrzej każe mi się pochylić, a Piotr więcej walczyć. Cały czas walczę, z tym że bardziej o życie niż o lepszy czas. Najmłodszy zawodnik Alex Chyc ma 14 lat i waży połowę tego co ja.

- Ścigamy się ? - zagaduję.

- Spróbuj - odpowiada pewny siebie.

Spróbowałem. Fotokomórka nie miała litości. Przegrałem o dwie sekundy, z najszybszym na trasie Kubą aż o dziewięć, choć slalom nie był długi, a cały przejazd zajął mi 41 sekund.

Ola i Kuba mają duże szanse na kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich w Soczi, Karolina jedzie tam w zasadzie na pewno. Teoretycznie zależy to od występów w zawodach międzynarodowych FIS, w praktyce ostatnie słowo mają działacze Polskiego Związku Narciarskiego.

12.00. Koniec jazdy. Na lodowcu w lecie wyciągi o tej porze stają i wszyscy zjeżdżają do doliny. Tutaj nie liczy się ilość, a jakość przejazdów. Zawodnicy odpoczywają, trenerzy komentują i udzielają wskazówek. Każdy zjazd ma być na wagę złota. Młodsi patrzą na starszych, mistrzowie czują na plecach ich oddechy.

narty, alpyfot. Franek Przeradzki, na zdjeciu Alex Chyc

Koniec jazdy to nie koniec treningu. Obiad o 13, potem drzemka i trening kondycyjny. Wykroki, przeskoki, podskoki, przysiady i wymachy. Dawno się tak nie zmęczyłem, ale przynajmniej widzę, że oni też nie tryskają już energią. Dla rozluźnienia tenis, rower czy siatkonoga (kopanie piłki na korcie tenisowym - nie wiem, czy to ich autorski wynalazek). Po treningu i kolacji zawodnicy robią to, co większość młodych ludzi po obu stronach Atlantyku - siedzą na Facebooku. Spanie około 22, pobudka o 5.45, śniadanie, narty, obiad, drzemka, trening, kolacja, Facebook, spanie i tak w kółko, przez 11 czerwcowych dni. Monotonia? Może trochę, ale oni wszyscy kochają takie życie. Też mógł bym je pokochać, podobnie jak góry i narty w środku lata.

narty, alpyfot. Andrzej Bachleda Curuś

tekst: Franek Przeradzki |Na narty.sport.pl na FB

Zobacz galerię z wyjazdu na Facebook'u Na narty.sport.pl