Długi weekend w Tre Cime Dolimiti [WIDEO i FOTO]

Widok z Stiergarten

Widok z Stiergarten (fot. Franek Przeradzki)

Cztery dni urlopu wykorzystane do maksimum. Narciarska wycieczka Giro delle Cime, karmienie reniferów, wieczorna jazda, sanki i przejazd po najbardziej stromej trasie w całych Włoszech. Na nartach i ratrakiem.

Nasza podróż zaczyna się w piątek rano na Okęciu. Startujemy jeszcze przed świtem i po półtorej godziny jesteśmy w Monachium. To lotnisko to praktyczny wybór z kilku powodów. Loty do Monachium są tanie i jest ich sporo, a znajomi z którymi podróżuję lecą z kilku różnych polskich miast. Poza tym, linie lotnicze dopuszczają przewóz nart w cenie normalnego biletu, także lot nie wychodzi wcale aż tak drogo. Wszyscy dolatujemy przed ósmą i dalej ruszamy w trasę busem-taksówką. O 12.30 jesteśmy na miejscu, czyli w hotelu Bad Moos, w Sesto, w Południowym Tyrolu.

Taki wariant ma sens, gdy ma się mniej czasu i więcej pieniędzy. To mój drugi pobyt w Tre Cime, a z domu nie mogłem wyrwać się na dłużej niż cztery dni. Poprzednim razem "klasycznie" przyjechałem z Warszawy samochodem na cały tydzień. Podróż trwała 12 godzin, ale zmienialiśmy się za kierownicą we trzy osoby. Do pobliskiego San Candido/Innichen można także dojechać pociągiem z Innsbrucka. Bilet kosztuje około €30, podróż trwa niecałe trzy godziny, a po drodze jest okazja by podziwiać piękne, alpejskie krajobrazy.

Bad Moos oprócz tego, że jest po prostu świetnym hotelem, ma też drugą, dla mnie kluczową zaletę. Stoi przy samej stacji gondolki, tuż pod Holzriese, czyli najbardziej stromą trasą w całych Włoszech. Przez kolejne dni mogłem ze swojego balkonu sprawdzać jakie warunki panują na trasie.

Tre Cime di Lavaredo / 3 Zinnen
fot. Franek Przeradzki

Tego dnia część grupy poszła na narty od razu po dotarciu na miejsce. Muszę przyznać, że sam wybrałem wtedy sen i basen, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że poprzedniej nocy mój pięciomiesięczny syn dał mi nieźle popalić.
Wieczorem nie było już wymówek. W czwartki i piątki od 19 do 22/23 czynna jest trasa na Monte Baranci. Można tam jeździć na nartach i sankach, a trasa jest wyrównana i bardzo przyzwoicie oświetlona. W Polsce nocna jazda to w wielu ośrodkach norma, jednak we Włoszech to ciągle coś wyjątkowego. Po jeździe kolacja na szczycie w schronisku o tej samej nazwie co góra. Była pysznie, zresztą jak zawsze w Południowym Tyrolu. Znam ten region od lat i choć sam cenię jednak narty ponad wszystko, to wiele osób decyduje się na urlop tutaj właśnie z powodu kuchni. Knedle, mięsa, wina (Lagrein - koniecznie) czy owoce morza, ale żadnej pizzy. Pizza w tej części Włoch nie przystoi. No i te desery...

Tre Cime di Lavaredo / 3 Zinnen
fot. Franek Przeradzki

Giro delle Cime i najlepsze trasy ośrodka Tre Cime
Kolejny dzień to wycieczka po całym ośrodku, czyli Giro delle Cime. Zdecydowaną większość trasy pokonuje się na nartach i wyciągami, jednak ostatecznie trzeba się przejechać około 25 minut lokalnym busem. Na forach wyczytałem, że dla niektórych to spora wada, mi to specjalnie nie przeszkadzało. Od Giro fajnie zacząć, bo to najlepszy sposób żeby poznać się z ośrodkiem i znaleźć swoje ulubione trasy. Ja już mam kilka faworytów.
Na rano polecam zdecydowanie długi zjazd do Versciaco - działa zdecydowanie lepiej niż kawa. Ponadto moje ulubione trasy to 40 i 41 (obie startują ze Stiergarten) oraz zjazd z Croda Rossa. "Trójka" ma naprawdę stromy początek, po czym można kontynuować wariantem czerwonym lub Holzriese.

Tre Cime Drei Zinnen
fot. Franek Przeradzki

To wszystko długie, urozmaicone i stosunkowo trudne trasy. Moją uwagę przykuły jeszcze dwie inne. Pierwsza to panoramiczna, niebieska jedynka "Unesco". Prowadzi przez obszar chroniony, jest łatwa, niezbyt stroma i bardzo długa. Jechanie odczuwa się jak spacer po górach, z tym, że jest na nartach i z górki.
Druga to trasa Marc Girardelli w Passo Monte Croce. Jeden równy i szeroki stok, popularny wśród szkółek narciarskich i zawodników Pucharu Świata. Kiedyś minąłem się tu o jeden dzień z Lindsey Vonn. Do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć.

Jak nietrudno się domyśleć, tę trasę upodobał sobie do treningów również legendarny Marc Girardelli i dlatego nosi ona dziś jego imię. Fajnie trafić tutaj po południu, gdy stok jest wciąż równy, szkółki kończą trening a słońce przyjemnie grzeje. Giro jedzie dalej, ale między Bogiem a prawdą, w tym miejscu można już śmiało zawrócić. Dalej jest z górki, ale po dość monotonnej i raczej zacienionej trasie.

ps. W trakcie Giro załapaliśmy się na karmienie reniferów.

Tre Cime di Lavaredo / 3 Zinnen
fot. Franek Przeradzki

Holzriese na nartach i ratrakiem
Holzriese to najbardziej stroma trasa w całych Włoszech. Co to właściwie oznacza? Szczerze mówiąc nie aż tak wiele. Jeśli jesteś początkującym narciarzem, będzie dla ciebie wyzwaniem. Po południu często jest już bardzo wyślizgana i ostre krawędzie oraz kontrola prędkości są niezbędne. Jeśli jednak jeździsz dobrze i potrafisz zjechać innymi czarnymi trasami, zjedziesz również tą. Szybkość nabiera się momentalnie i jest ona wprost proporcjonalna do szerokości uśmiechu na twarzy. Jeśli połączyć przejazd Holzriese ze zjazdem z Crody Rossy robi się z tego całkiem długi i wymagający zjazd.


Freefall - nocna jazda ratrakiem

Podczas tego pobytu udało mi się załapać na tutejszą nową atrakcję turystyczną - Freefall, czyli możliwość dołączenia do kierowcy ratraka podczas wieczornego przygotowywania tras. Razem z Ulli Pfeifhoferem, trzyjęzycznym kierowcą ratraka z 25-letnim stażem równaliśmy Holzriese. Przezornie wziąłem wtedy ze sobą czekan i raki żeby zrobić zdjęcia. Uwierzcie mi, dopiero wtedy widać, jak bardzo stroma jest to góra. Bez górskiego sprzętu nie ma szans po niej przejść.

Tre Cime di Lavaredo / 3 Zinnen
fot. Franek Przeradzki

Co poza tym? Jeszcze więcej jazdy w niedzielę i poniedziałek, a później powrót tą samą drogą. Twarz złapała trochę opalenizny, a ja sił na bezsenność mojego syna.

Skipassowe haki
Większość stycznia łapie się na tak zwany niski sezon, czyli czas kiedy skipassy są sporo tańsze, a na stokach nie ma tłoku. Poza tym, w Tre Cime dzieci do 8 roku życia jeżdżą za darmo w formule "jeden dorosły skipass-jeden darmowy skipass dla dziecka". W budżecie narciarskiej rodziny może to zrobić nie lada różnicę.

Skitury
W wersji czterodniowej ciężko znaleźć na to czas, ale Tre Cime to też świetne miejsce na przygodę ze skituringiem. Wycieczka do podnóża tych trzech szczytów, od który nazwę bierze cały ośrodek jest technicznie łatwa i przepiękna zarazem.

Więcej informacji na polskojęzycznej stronie ośrodka Tre Cime/3Zinnen

Skomentuj:
Długi weekend w Tre Cime Dolimiti [WIDEO i FOTO]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX