Albrechtice - Czechy

W Góry Izerskie jeżdżę od lat - blisko, swojsko i tanio
Albrechtice v Izerských Horách leżą zaledwie 20 km od polskiej granicy. I choć nie są tak znane jak pobliski Harrachov czy Szpindlerowy Młyn, mają świetną narciarską górę - Špicák [czyt. Szpiczak]. Nie jest za wysoka (802 m n.p.m.), ale na północnych stokach śnieg trzyma długo (zjeżdżałem nawet w połowie kwietnia). Dziewięć tras zjazdowych ma w sumie ponad 5 km. Narciarze mają do dyspozycji pięć wyciągów orczykowych (od 128 do 955 m) i kolejkę krzesełkową. Każdy znajdzie coś dla siebie. Dzieci oślą łączkę, początkujący łagodne nartostrady, odważni i wyrobieni - morderczy, pokryty muldami stromy stok.

***

U stóp góry, oddalone mniej więcej o kilometr, leżą dwie stacje początkowe wyciągów: Špicák I i Špicák II. Polecam położony po wschodniej stronie wsi Špicák II - bardzo duży parking, szkółka narciarska dla dzieci, pełno budek gastronomicznych, gdzie zjemy obiad już od 49 koron. Na szczyt kursuje wyciąg orczykowy. Równolegle do niego poprowadzono drugi, ale dochodzący do połowy góry. Jest też wyciąg talerzykowy dla dzieci.

Jeśli chcemy zacząć od Špicáka I, to radzę przyjechać trochę wcześniej, parking jest dość mały. Zresztą Špicák I leży w samym środku wsi, więc najlepiej wziąć narty na ramię i przyjść na piechotę. Kursuje tu kolejka z czteroosobowymi krzesełkami - tak wydajna, że prawie nigdy nie ma do niej kolejki. Następna zaleta to knajpka przy wyciągu, gdzie możemy się ogrzać.

Obie linie schodzą się na szczycie, gdzie jest schronisko z kamienną wieżą widokową. Z góry możemy zjeżdżać na kilka sposobów, np. podjechać ze Špicáka II, potem zjechać do Špicáka I lub odwrotnie. Tłoku raczej nie ma, z wyjątkiem końca grudnia i pierwszych dni lutego. Spotkamy tu głównie Czechów i Niemców. A że często jeżdżą jak ofermy, to kompleksów się przy nich nie nabawimy. Stoki utrzymane różnie: dolne, łagodne odcinki są ratrakowane systematycznie. Ale im wyżej, tym gorzej, trzeba uważać na muldy czy oblodzenia.



O 16.30 na Špicáku II rusza orczyk na oświetlonej trasie (działa do 21).

Ja wolę wznoszący się ok. 400 m dalej Svetly Vrch, górę z dwoma wyciągami talerzykowymi czynnymi do 22. Trasa długości ok. 500 m nie jest ani za stroma, ani za łagodna - w sam raz. Svetly Vrch wyraźnie upodobali sobie deskarze, spotkamy ich tu prawie zawsze. I tu właśnie w budce, gdzie wypijemy herbatę czy grzane wino, katują czeską muzyką. Czesi najchętniej słuchają country po czesku (najczęściej słyszałem rzewny szlagier "Laska je laska"). Wypożyczalnie sprzętu są obok stacji początkowych na Špicák - za buty i narty na jeden dzień zapłacimy 180 koron.

***

Z noclegiem nie ma kłopotu, pełno tu pensjonatów (penzion) lub pokoi w domach (Volné pokoje). W styczniu za nocleg w pokoju z łazienką na korytarzu, ale za to ze śniadaniem i obiadokolacją zapłaciłem 320 koron (1 korona ok. 14 gr). W pensjonatach o wyższym standardzie zapłacimy też ok. 300-400 koron, ale bez posiłków.

***

Albrechtice to raczej wieś niż kurort, więc poza zjeżdżaniem na nartach nie ma tu co robić. Sklep spożywczy, poczta (czynna 8-14.30 z przerwą 11.30-13), informacja turystyczna przy poczcie nieczynna. W centrum wsi mała knajpa, kilka lokali przy pensjonatach.

Jedyne wyjście to pojechać kilka kilometrów dalej, do Desny lub Tanvaldu. To ponure przemysłowe miasta, ale w Desnej jest supermarket (trochę mniejszy wybór towarów niż w podobnych sklepach w Polsce), a w centrum Tanvaldu pizzeria, kilka knajp oraz sklep monopolowy (duży wybór tanich czeskich trunków). Polecam Becherovkę, słynny czeski likier ziołowy.