Kontuzje - przekleństwo narciarza

Piesi powinni zachować ostrożność. Ślisko na jezdniach i chodnikach grozi złamaniem nogi

Piesi powinni zachować ostrożność. Ślisko na jezdniach i chodnikach grozi złamaniem nogi (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

To będzie artykuł o najmniej przyjemnym aspekcie narciarstwa - urazach, kontuzjach, wypadkach. Niestety, one też nam się przytrafiają. Dodatkowo zbliża się okres wiosenny. Części z nas uda się w ostatniej chwili wyrwać na narty, prosto zza biurka. Wiadomo natomiast, że kontuzjom lepiej zapobiegać niż je potem leczyć czy się rehabilitować. Kiedy się zdarzają, jak im zapobiec, co robić, kiedy już się jakąś złapie?

Oszczędny Polak wyjeździ karnet do końca.

skarbonkaTo dosyć częsta postawa nas Polaków. Wydaje mi się, że w wielu aspektach życia jesteśmy klasyfikowani jako naród oszczędny. Nie wyrzucamy niepotrzebnie jedzenia, wykorzystujemy proszki czy płyny do końca, potrafimy się dobrać w 2-3 osoby żeby dojeżdżać wspólnie do pracy. Jak wiadomo: Polak potrafi! Ta nasza cecha, niewątpliwie pozostałość po chudych latach PRL, kiedy trzeba było być zaradnym, w wielu aspektach jest pozytywna, napędza drobną przedsiębiorczość, a także całą gospodarkę. Jednakże w przypadku wyciskania każdej minuty ze skipasu czasem bywa zdradliwa. Dla wielu z nas wyjazd na narty do Włoch czy do Austrii to ciągle luksus. Jeżeli już się na niego decydujemy, to staramy się maksymalnie wykorzystać wspaniałe możliwości, jakie nam oferują zagraniczne stoki. Karnet działa przez 6 dni od 9.00 do 16.00? A zatem będziemy jeździć od 9.00 do 16.00! O 15.58, zmęczeni po całym dniu jazdy, wsiadamy na wyciąg, żeby zrobić ostatni zjazd bo przecież „zapłacone nie może się zmarnować”. Często nasz organizm mówi nam, że jest znużony. Dodatkowo warunki pod koniec z reguły są najgorsze. Po całym dniu tworzą się muldy, trasy są nieprzygotowane. To, plus zmęczenie organizmu niestety często kończy się wypadkiem i kontuzją. Jeździmy zatem długo, katujmy się ale z głową. I słuchajmy sygnałów, jakie wysyła nam nasz własny organizm. Jeżeli mówi, że jest zmęczony to odpuśćmy!

Alkohol przyczyną wypadku.

Generalnie stwierdzenie, że po alkoholu nie należy jeździć jest banalne i słyszymy je na każdym kroku. Ale, ponieważ jest to wiedza powszechna, to bywa i powszechnie lekceważona. Co, ja nie zjadę - mówi Polak - Ułan? Albo, równie często - przecież to tylko dwa drinki były. Co powoduje „kieliszeczek”? Zaburzoną ocenę odległości, równowagę oraz osłabiony refleks. Często efektem takiej brawury są naderwane więzadła w kolanie. A chyba każdy narciarz wie, jak nieprzyjemna i długotrwała w leczeniu jest ta kontuzja. Dodatkowy argument - ubezpieczenie nie pokryje nam kosztów leczenia!

Casus dnia pierwszego.

08.01.2008 KRAKOW , UL ORZESZKOWEJ 9 , BIURKO MACKA KORZENIOWSKIEGO Z FIRMY SPROWADZAJACEJ WINA , FOT. MATEUSZ SKWARCZEK / AGENCJA GAZETA  Niestety, wielu z nas jedzie na narty kompletnie nieprzygotowanych. Prosto zza biurka. Bo co prawda obiecywaliśmy sobie, że zaczniemy biegać czy chodzić na basen ale „jakoś nie wyszło”. Albo trzeba było załatwić mnóstwo spraw przed urlopem. No ale skoro już się wyrwaliśmy z kieratu i jesteśmy na wymarzonym stoku to przecież nie będziemy tracić ani sekundy (patrz akapit 1). A zatem zaczynamy od razu z wysokiego C. Wydaje nam się, że mięśnie i ścięgna zastane codziennym siedzeniem po 8h za biurkiem za pomocą magicznego pstryknięcia przełączą się na tryb „sportowy”. I albo już na pierwszym zjeździe albo pod koniec pierwszego dnia „pechowo” się wywracamy i kończymy wyjazd w szpitalu z nogą w gipsie lub naderwanymi więzadłami w kolanie. I czy to na prawdę jest przypadek, że, jak twierdzi Krzysztof Ponarski, instruktor narciarski oraz właściciel organizującego wyjazdy narciarskie klubu „Miedzeszyn”- „80% wypadków zdarza się pierwszego dnia”?

Co robić?

Tu nie będzie żadnych odkrywczych rewelacji. Jeżeli tylko mamy podejrzenie, że nasza kontuzja to coś poważniejszego niż lekkie stłuczenie natychmiast udajmy się do lekarza. Lekko naderwane więzadła czasem dają się wyleczyć dzięki 2-3 tygodniowemu odpoczynkowi. Zerwane więzadła to operacja i roczna rehabilitacja! Policzcie to sobie sami, co się bardziej opłaca? Zrezygnować z jednego zjazdu/drinka czy też zmitrężyć mnóstwo czasu w szpitalach na badaniach, operacjach i rehabilitacji? Nie wspominając o uciążliwościach, na jakie narazimy naszych bliskich podczas naszej niedyspozycji.

Komentarze (1)
Kontuzje - przekleństwo narciarza
Zaloguj się
  • n3l15

    0

    skoro w artykule mowa glownie o dwoch tematach:
    -zerwanie wiezadla kolanowego, oraz
    -ubezpieczenia narciarskie...

    ...to wypada dodac jedno: ZAWSZE czytajcie OWU i NIGDY nie ubezpieczajcie sie w mbanku ani multibanku. tam OWU jasno wyklucza koszty leczenia zwiazane z rekonstrukcja wiezadel. nawet jesli oplacicie skladke za uprawianie sportow zimowych.

    wiecej o ubezpieczeniach (rowniez tych w mbanku) - na moim blogu:
    nanarty.sport.pl/blogi/na-kreche/2012/10/ubezpieczenia_nie_daj_sie_przerobic/1

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX