Subiektywny przewodnik po narciarskich stokach

Sprawdziliśmy, jak i gdzie ciekawie spędzić zimowe ferie na Podhalu. Z nartami i snowboardem w ciągu jednego dnia objechaliśmy pięć wybranych ośrodków. Tak powstał nasz subiektywny przewodnik po stokach.
Przepychanka zaczęła się już w Krakowie podczas pakowania sprzętu do samochodu. Bo deska za szeroka i się nie mieści, bo narty za długie i ciężkie. No i jeszcze te kijki! Postanowiliśmy jednak zachować zimną krew i znaleźć miejsca, w których i na jednym, i na drugim sprzęcie można dobrze spędzić czas.

W Małopolsce nie brakuje ośrodków narciarskich. Są lepsze i gorsze. Nam szczególnie do gustu przypadło pięć z nich: Kluszkowce, Białka Tatrzańska (Bania i Kotelnica), stacja Rusin-Ski w Bukowinie Tatrzańskiej, Koziniec w Czarnej Górze i Harenda w Zakopanem. Oprócz ciekawych tras mają jedną podstawową zaletę: wszystkie leżą blisko siebie, dzięki czemu ci, którzy wybierają się w rejony Zakopanego, nie muszą ograniczać się do jednego stoku. Codziennie można pojeździć gdzie indziej.

Kluszkowce - będziemy tam wracać

Pierwszy cel okazał się najlepszy, choć przede wszystkim dla narciarza. Czorsztyn-ski w Kluszkowcach to świetnie przygotowany ośrodek. Mimo że tegoroczne warunki śniegowe pozostawiają wiele do życzenia, trasy są dobrze utwardzone i naśnieżone. Kiedy przyjeżdżamy w połowie stycznia do Kluszkowców, okoliczne wzniesienia zielenią się jak wczesną wiosną. Mimo to na trasie nie ma muld, kamieni ani kęp trawy, które nie są rzadkością na wielu innych polskich stokach.

Poszaleć można zwłaszcza na czerwonej, kilometrowej trasie. Jest dość stroma i zróżnicowana. Są miejsca szersze i bardziej płaskie, gdzie można puścić narty długim skrętem, są też ostrzejsze ścianki na krótki, dynamiczny śmig. Ale przede wszystkim jest twardo i równo, dzięki czemu krawędź narty dobrze trzyma się stoku.

Snowboardzista lepiej poczuł się na niebieskiej trasie. Jest dłuższa i szersza, przez co daje więcej frajdy. Pozwala na puszczenie deski luźnym łukiem oraz szybszą jazdę tuż przy ścianie lasu. Brakuje jednak miejsca, gdzie można by się naprawdę pobawić. Choć przestrzeni na stoku sporo, nie ma snowparku. Szkoda.

Mimo to oboje oceniamy ośrodek na piątkę i na pewno będziemy tu wracać. Z niecierpliwością czekamy na otwarcie kolejnej trasy. Właściciel ośrodka zapowiada, że przed feriami ruszy jeszcze jedna niebieska trasa po drugiej stronie góry Wdżar, z widokiem na jezioro Czorsztyńskie. Bardzo spodobała nam się też mała góralska knajpa na szczycie. Ma klimat. W środku można się ogrzać przy kominku lub odpocząć na tarasie, obserwując innych na stoku.

Białka - narciarskie Krupówki

Aby w końcu w pełni zaspokoić oczekiwania snowboardzisty, niepocieszonego brakiem choćby małej hopy w Kluszkowcach, pojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej. Pierwsze wrażenie: narciarskie Krupówki. Jest tu wszystko, czego dusza zapragnie - oprócz stoków jest pełno knajp, drewnianych straganów z pamiątkami i oscypkami, wypożyczalni i serwisów sprzętu, sklepików z czapkami i rękawiczkami. Można zagrać na flipperach albo umówić się na przejażdżkę skuterem śnieżnym. Duża popularnością cieszy się park zabaw dla dzieci. Na najmłodszych czekają też karuzele, labirynty, a przede wszystkim tor do zjazdu na oponach.

Mimo całego tego miszmaszu zapaleni sportowcy mają gdzie pojeździć. Snowboardzista z nadzieją spogląda w stronę znajdującego się na szczycie Kotelnicy snowparku. Niestety, nie dało się go przetestować, bo śniegu jest wciąż za mało do jego budowy. Kombinowane rury i boksy czekają już na zamontowanie. Usypywane są potężne hopy. Całość, podobnie jak w zeszłym roku, zapowiada się ciekawie.

Za to trasy zjazdowe już teraz są dobrze przygotowane. Stoki pod wyciągami na Bani i dużym sześcioosobowym krzesełkiem na Kotelnicy są raczej płaskie (doskonałe do nauki i szlifowania pierwszych umiejętności). Szkoda, że zawsze też mocno zatłoczone. Poirytowany narciarz ciągnie na bardziej stromą, czerwoną trasę FIS, na której rozgrywane są zawody. Tu wreszcie można nabrać prędkości. Mimo większego nachylenia stok jest dość szeroki, więc i średniozaawansowani narciarze radzą sobie na nim bez problemu. Kolejny raz jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni przygotowaniem tras. Pokrywa śnieżna jest dobrze utwardzona, równa i - mimo tłumów - dobrze się trzyma.

Konflikt interesów między narciarzem szukającym prędkości i snowboardzistą, który poza samą jazdą ceni sobie szczyptę dobrej zabawy, łagodzi grzaniec w karczmie Bania z tarasem widokowym wychodzącym na stok. Pozytywne wrażenie psuje nieco brodzenie po błotnym nieutwardzonym parkingu.

Bukowina - malowniczo i spokojnie

Trochę zmęczeni zgiełkiem panującym w Białce szukamy spokojnego miejsca dla obojga. Zaledwie parę kilometrów od Kotelnicy trafiamy do ośrodka Koziniec w Czarnej Górze. Na stok jedziemy wąską droga przez niewielką spokojną miejscowość. Tras nie jest dużo, ale ogromną zaletą tego miejsca są mniejsze niż w sąsiednich ośrodkach kolejki. Czerwona trasa ma równomierne nachylenie, pozwalające na dynamiczną, rytmiczną jazdę. Tu można się do woli wyjeździć. Po paru intensywnych zjazdach i krótkim odpoczynku ruszamy dalej.

Niedaleko od Zakopanego leży Bukowina Tatrzańska. Ta urokliwa miejscowość, pełna drewnianych domków charakterystycznych dla zabudowy Podhala, pozwala poczuć klimat prawdziwej góralszczyzny. My zatrzymujemy się tu tylko na chwilę, choć dla wielu ten malowniczy kurort może być doskonałą bazą wypadową do największych okolicznych ośrodków narciarskich.

Choć także w samej Bukowinie nie brakuje miejsc do jazdy. Są to jednak raczej małe, łagodne stoki dla mniej zaawansowanych narciarzy. Ciekawym miejscem jest utworzona w zeszłym sezonie stacja Rusin-ski. Leży na uboczu, przy krętej górskiej drodze. Jadąc nią, z zaskoczeniem zauważamy starą chatę, w której miejscowy baca wędzi oscypki. Okazuje się, że budynek to stuletni zabytek, element Szlaku Dziedzictwa Kulturowego Podtatrza. Na dowód baca pokazuje nam unijny certyfikat.

Nieco wyżej znajduje się wyciąg. Nowa stacja jest dobrze wyposażona. Stok o równomiernym nachyleniu jest przyjemny zarówno dla narciarza, jak i snowboardzisty. Nie jest w stanie niczym zaskoczyć. To wymarzone miejsce dla tych, którzy chcą doskonalić swoje umiejętności. My po kilku zjazdach ruszamy szukać urozmaicenia gdzie indziej. Snowboardzista, opuszczając Rusiński Wierch, stwierdza nieco rozżalony, że nadal nie udało się uruchomić tam zapowiadanego snowparku. Może za rok. I znowu z zabawy nici.

Narciarz myślami jest już jednak w Harendzie, gdzie czekają go zdecydowanie większe wyzwania. Dlatego z żalem rezygnujemy w tym dniu z wizyty w Małym Cichem...

Małe Ciche - po naukę

To znany nam dobrze spokojny ośrodek narciarski z fantastycznym widokiem na Tatry, usytuowany zaledwie 12 km od Zakopanego. Klientami stacji są w znaczniej mierze początkujący narciarze, uczestnicy kursów, czemu trudno się dziwić, bo stok jest tu długi, łatwy i dość szeroki, do tego bardzo dobrze utrzymywany. Dzięki temu także bardziej zaawansowani narciarze mogą tam z przyjemnością szlifować umiejętności. Czego więcej potrzeba, by polubić jazdę po śniegu?

Teraz jednak, na koniec dnia, szukamy czegoś bardziej ekscytującego.

Harenda - można poczuć adrenalinę

Ten stok położony przy wjeździe do Zakopanego jest jednym z najtrudniejszych w regionie. Nie bez przyczyny właśnie tu rozegrano w zeszłym roku zawody Pucharu Europy FIS w slalomie kobiet. Gdy warunki śniegowe dopisują, na czarnej i czerwonej trasie naprawdę można poczuć adrenalinę. Stok jest przygotowany dobrze, niestety, jego południowe położenie powoduje, że w słoneczne dni śnieg szybko topnieje. My docieramy na Harendę późnym popołudniem, kiedy stok jest już mocno sfatygowany po całym dniu (pomimo godzinnej przerwy technicznej na ratrakowanie). Snowboardzista narzeka na muldy zrobione przez narciarzy. Narciarz przeklina snowboardzistów, którzy wytarli śnieg. Choć polskie ośrodki lubią się szczycić tym, że dzięki oświetleniu na stokach można jeździć do późna (w niektórych nawet do godz. 22), my wspólnie dochodzimy do wniosku: wzorem włoskich i austriackich narciarzy po godz. 16.30 sprzęt należy odstawić do narciarni i iść na zasłużone piwo.

Gdzie jeździć - stacje narciarskie w Małopolsce