Sport.pl

Magura Małastowska. Stary orczyk i piękne widoki

Magura Małastowska zauroczy każdego
Słynny rajdowiec Sobiesław Zasada i najlepszy w historii polski alpejczyk Andrzej Bachleda-Ałuś chcą tu wybudować największą stację narciarską w Beskidzie Niskim. Tydzień temu zapakowałem więc narty do samochodu i wyruszyłem w stronę Magury Małastowskiej...

***

Z Krakowa jedzie się niespełna dwie godziny do Gorlic, na granicy Małopolski. Za chwilę Beskid Niski. Ozdobiona małą latarnią kapliczka z rzeźbą Chrystusa Frasobliwego przy wylotowej ulicy w kierunku Magury Małastowskiej i przejścia granicznego na Słowację w Koniecznej upamiętnia Ignacego Łukasiewicza i początki przemysłu naftowego. Stoi za zakrętem dokładnie w tym miejscu, gdzie w 1854 r. zapłonęła pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa.

Za miejskimi rogatkami roztacza się piękna panorama Beskidu Niskiego. Pogoda dopisuje - słońce, mróz, rześkie powietrze. Zaśnieżone szczyty widać w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Po lewej stronie mijam secesyjny pałac w Siarach. Okazała budowla kryje się w głębi parku, z drogi jest niemal niewidoczna, wjazd szpecą pegeerowskie zabudowania. Zwiedzać pałacu nie można - w latach 90. XX w. wrócił do spadkobierców Władysława Długosza, przedwojennego potentata naftowego. Ci zaś sprzedali obiekt wraz z parkiem Edwardowi Brzostowskiemu, byłemu posłowi SLD i burmistrzowi Dębicy.

Po chwili wieś Sękowa. Po prawej stronie zwraca uwagę gotycki kościółek w zakolu rzeki Sękówki pod wezwaniem apostołów Filipa i Jakuba z XVI w., perła architektury sakralnej. Warto zaparkować za mostem i przejść kilkadziesiąt metrów, by zobaczyć go w całej okazałości. Modrzewiowy kościół był wielokrotnie remontowany i przebudowywany, niezwykły charakter nadaje mu dach z gontu, który niczym płaszcz opada prawie do ziemi, tworząc podcienia.

Przejeżdżam przez Ropicę Górną (dawniej Ruska), a potem przez Małastów. Mała wioska przycupnęła u stóp góry, której dała nazwę. Gdzieniegdzie zachowały się łemkowskie chałupy - chyże. Jedna stoi przy drodze naprzeciwko małego stoku narciarskiego z dwoma wyciągami. Na polanie kursują dwa talerzyki - 400 i 500 m (jednorazowy bilet - 2,5 zł). Parking bezpłatny, tłoku nie ma.

Pobliską cerkiew pod wezwaniem św. Kosmy i Damiana - klasycystyczna, nietypowa dla dawnej Łemkowszczyzny - mogę tylko obejść wzdłuż wysokiego muru. Podobnie jak większość okolicznych świątyń jest otwarta tylko podczas nabożeństw. Obecnie należy do parafii rzymsko-katolickiej Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

***

Pod dolną stację wyciągu na Magurze Małastowskiej (813 m n.p.m.) jest od cerkwi zaledwie półtora kilometra. Drogowskaz podpowiada, by skręcić w prawo tuż przed serpentyną, która prowadzi na Przełęcz Małastowską i dalej w kierunku Koniecznej. Latem prowadzi tędy ścieżka przyrodnicza. Zimą wąski leśny trakt przykrywa gruba warstwa śniegu. Gdyby nie mijanki, trudno byłoby ustąpić miejsca samochodom z naprzeciwka.

Na parkingu w piątkowe południe nie ma tłoku (gorzej jest w weekendy, warto przyjechać wcześnie rano, by znaleźć wolne miejsce). Wyciąg to stary, podwójny orczyk, w godzinę może przewieźć 1,1 tys. osób. Dolna stacja jest tuż obok parkingu. To kilka budynków - prócz GOPR-ówki i miejsca dla obsługi wyciągu są też dwa bary, serwisy i wypożyczalnie narciarskie oraz bezpłatne toalety.

W kolejce do orczyka czekam 2-3 min, w głośnikach dudni muzyka jednej z komercyjnych stacji radiowych. Z braku chętnych działa tylko jedna nitka wyciągu. Jadę sam niewygodnie wygięty, by utrzymać równowagę na podwójnym orczyku. Wreszcie jestem pod szczytem Magury i... natychmiast zapominam o nużącym wjeździe. Jak na dłoni widać stąd wschodnią część Beskidu Niskiego. Narciarski stok okalają potężne jodły, buki i sosny z białymi czapami śniegu, tworząc naturalną ramę dla tego wspaniałego widoku.

Zaczynam od trzykilometrowej nartostrady, jednej z najdłuższych w południowo-wschodniej Polsce (lepiej jeździć tędy przed zmrokiem, bo - poza głównym stokiem - nie ma na Magurze sztucznego oświetlenia). Zaczyna się powyżej górnej stacji wyciągu. W pierwszej części szlak narciarski pokrywa się z turystycznym niebieskim. "Nartostrada nieratrakowana, wjazd na własną odpowiedzialność" - ostrzegała tablica na dole. Ale nie jest tak źle, śnieg ubity nartami dobrze niesie trasą szeroką na 2-3 m.

Nie jadę zbyt szybko, by nie przeoczyć schroniska PTTK im. profesora Stanisława Gabriela. Przykryta śniegiem góralska chałupa z szerokim spadzistym dachem i szeregiem okien w ścianie wyłania się wkrótce z lewej strony, nieco poniżej nartostrady. To najwyżej położone schronisko górskie w Beskidzie Niskim (740 m n.p.m.) powstało ponad pół wieku temu. Z komina bucha biały dym, przed wejściem wbita w śnieg para nart i butelka z wódką. Świetlica jadalnia zachowała klimat dawnych bieszczadzkich schronisk - na podłodze i ławach sterty plecaków, toreb, butów i ubrań, baru ani bufetu nie ma, jadłospisu też brak. - Trzeba tam podejść i zawołać głośno to usłyszy obsługa - młody chłopak przerywa na chwilę lekturę książki i wskazuje na róg sali. Podchodzę i krzyczę prosto w dziurę: - Jest coś do zjedzenia?!

- Są pierogi ruskie, z kapustą, bigos

- Własnej roboty?

- Nie, ale wszystko palce lizać, polecam!

W schronisku jest ponad 20 miejsc noclegowych w kilku pokojach (tylko jedna dwójka z łazienką). W weekend wszystkie pokoje zajęte, gospodarz zaprasza w następnych tygodniach...

***

Wracam na nartostradę. W 5 min jestem na Przełęczy Małastowskiej. Polanę przecina droga Gorlice-Konieczna. Parkuje tu kilka aut. Część osób wysiada, przypina narty i zjeżdża nartostradą do dolnej stacji wyciągu. Inni ruszają na zwiedzanie jednej z najbardziej znanych nekropolii w Beskidzie Niskim - Cmentarza Wojennego nr 60 zaprojektowanego przez Dusana Jurkowica, wybitnego słowackiego architekta i miłośnika sztuki ludowej.

Niedawno odnowiony, znajduje się ok. 100 m za wiatą przystanku autobusowego (w rozkładzie sześć kursów PKS do Gorlic), przy niebieskim szlaku, który na przełęczy oddziela się od nartostrady i biegnie koło cmentarnego muru w kierunku wioski Bartne. Tablica u bramy wejściowej opisuje bitwę gorlicką z 1915 r., jedną z najkrwawszych podczas I wojny światowej - pochłonęła życie kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy austro-węgierskich, niemieckich i rosyjskich (przeorała także stoki Magury Małastowskiej). Spoczywa ich tu 174. Drewniane krzyże z daszkami stoją w szeregach przed kapliczką z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus. Pod nim inskrypcja po niemiecku: "Pamiętajcie w swoich pełnych szczęścia dniach, że na tej ziemi gorzał zaciekły bój, że tu tysiące odniosło śmiertelne rany, aby wokół was rozkwitło błogosławieństwo słońca".

Zjeżdżam nartostradą przez las i po dwóch minutach jestem przy dolnej stacji wyciągu. Bar pod Sosnami ma w jadłospisie kilkanaście pozycji. Wybieram grochówkę wojskową i herbatę z cytryną (razem 8,5 zł). Gęsta zupa z chlebem smakuje nieźle.

Orczyk wiezie mnie znów na górę. Po obowiązkowej kontemplacji widoków, testuję główną trasę zjazdową. Nowy dzierżawca stacji narciarskiej (spółka Ski Park Magura, do której weszli m.in. Zasada z Bachledą-Ałusiem) przed sezonem zdążył oczyścić stok z kamieni i chaszczy, a przede wszystkim sprowadzić nowe armatki śniegowe i ratrak. Efekty widać. Niemal półtorakilometrowa trasa jest dobrze przygotowana. Nawet pod koniec dnia, kiedy po raz kolejny zjeżdżam przy sztucznym oświetleniu, nie ma wysokich muld ani nie widać kawałków murawy. Mimo stosunkowo niedużej różnicy wzniesień (260 m) można się solidnie rozpędzić. Górna i środkowa część stoku jest pochylona bardziej - wielu narciarzy i snowboardzistów pędzi tam na złamanie karku. Ja wolę delektować się spokojną jazdą i widokami.

***

Opuszczam Magurę o zmierzchu. Nie ruszam jednak od razu w kierunku Gorlic, lecz skręcam w boczną drogę do wsi Pętna. Kilometr od skrzyżowania stoi piękna murowana cerkiew z pękatą kopułą i drewnianą dzwonnicą - pamiątka po Łemkach wysiedlonych po II wojnie światowej w ramach akcji "Wisła". Greckokatolicka świątynia na planie greckiego krzyża powstała w 1916 r., dzwonnica jest starsza o ponad 200 lat. Wszystko zamknięte na cztery spusty. Muszę tu jeszcze kiedyś przyjechać, żeby obejrzeć wnętrze cerkwi i zabytkowy ikonostas. I to jeszcze zanim na Magurze Małastowskiej pojawi się kolejka krzesełkowa, nowe wyciągi i hotel górski, co może zająć nawet kilka lat.

Ski Park Magura

•  Orczyk działa codziennie w godz. 8.30-19.30. W soboty, niedziele i święta jeden przejazd - 5 zł, karnet z pięcioma przejazdami - 23, z dziesięcioma - 40 (ten ostatni dla dzieci do 12. roku życia - 25 zł). W dni robocze od poniedziałku do piątku: karnet za 40 zł - 12 przejazdów (dzieci 25 zł).

•  Bar pod Sosnami: kiełbasa z grilla - 9 zł, kaszanka - 6 zł, pierogi ruskie (10 sztuk) - 7, piwo grzane (0,5 l) - 6, herbata z cytryną - 2,5 zł

•  Parking - 6 zł, po godz. 16 - 4 zł

•  Noclegi: schronisko PTTK na Magurze Małastowskiej - 15-20 zł; gospodarstwo agroturystyczne Kow & Boj, wieś Nowica, 2 km od Przełęczy Małastowskiej - 55-70; hotel Glink w Gorlicach, ok. 15 km stąd - 65-160 zł

www.skiparkmagura.com.pl

Poczta

Kim był Władysław Długosz

Z przyjemnością i zainteresowaniem przeczytałam artykuł Ireneusza Dańki: "Stary orczyk i piękne widoki" na temat Beskidu Niskiego i narciarstwa tamże. Autor pisze, że pałac w Siarach wrócił do spadkobierców Władysława Długosza, przedwojennego potentata naftowego. Władysław Długosz zasługuje na dłuższą wzmiankę niż takie stwierdzenie, za którym kryje się podświadomie "brzydki kapitalista"...

Jego wnukiem był Jan Długosz, znakomity wspinacz, pisarz, legenda polskiego taternictwa; zginął tragicznie w 1962 r. na Kościelcu. Był autorem świetnej książki "Komin pokutników", której kolejne wydanie - rozszerzone o komentarze historyczne i informacje o samym Długoszu - ukazało się w tym roku (polecam!). I tam czytamy m.in.: "Władysław Długosz (...) jako wielki przemysłowiec, który na nafcie dorobił się fortuny (jego szczęśliwa ręka do wskazywania miejsc wierceń była wręcz legendarna), zajął się polityką, zostając posłem najpierw do Sejmu Krajowego, a następnie do Rady Państwa monarchii Austro-Węgier. Gdy w 1911 roku otrzymał urząd ministra ds. Galicji, cesarz Franciszek Józef nadał mu szlachectwo. (...) Przeszedł do historii jako wybitny działacz ruchu ludowego, bliski współpracownik Wincentego Witosa i społecznik. Z jego inicjatywy i za jego pieniądze powstawały na ziemi gorlickiej związki mleczarskie, domy ludowe, szkoły. W niepodległej Polsce był senatorem z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego "Piast".

To tyle gwoli uzupełnienia. Jeszcze raz gratuluję ciekawego artykułu i życzę kolejnych, równie interesujących.

Z turystycznym pozdrowieniem,

Magdalena Klarner-Śniadowska