Narty w Beskidach. Szczawnik i Wierchomla - Dwie Doliny w jeden dzień

Postanowiłem przekonać się na własnej skórze, co oznacza nazwa stacji narciarskiej Dwie Doliny... 
Jeszcze kilkanaście lat temu o Wierchomli Małej mało kto słyszał. Dziś to największa stacja narciarska w Małopolsce.

Leży w Beskidzie Sądeckim, 12 km od Piwnicznej Zdrój. Pierwszy raz odwiedziłem ją w połowie lat 90. Warszawski przedsiębiorca Krzysztof Brzeski dopiero planował budowę wyciągów i nartostrad. Ubogą wieś zamieszkiwało wówczas kilkadziesiąt osób. Większość przybyła po wojnie z innych miejscowości Sądecczyzny, zajmując gospodarstwa po Łemkach wysiedlonych przez komunistyczne władze. Nieliczni turyści rzadko wynajmowali noclegi, wędrując górskimi szlakami i zbierając grzyby, w które obfitują tutejsze lasy.

W kolejnych latach bywałem tu sporadycznie. Tymczasem na stokach wyrastał wyciąg za wyciągiem, a pod koniec zeszłego roku gruchnęła wieść: narciarskie trasy połączyły Wierchomlę z Muszyną. Nie pozostawało nic innego, jak tylko ruszyć w Beskidy, by przekonać się na własnej skórze, co oznacza nazwa stacji narciarskiej Dwie Doliny... 

***

Do Szczawnika (od tego sezonu to druga część narciarskiego ośrodka) przyjechałem samochodem z Krynicy. Podróż trwała niecałe 20 min (gdybym skorzystał z komunikacji uzdrowiskowej, zajęłoby to dwa razy tyle, a w dodatku ostatni przystanek autobusu znajduje się kilometr od dolnej stacji nowej kolejki krzesełkowej).

Po drodze minąłem m.in. rynek w Muszynie (5 km od Szczawnika) i skręciłem w dzielnicę Złockie. Biegnie tędy uzdrowiskowa promenada, wzdłuż której usadowiły się najdroższe domy wczasowe, sanatoria i hotele. Luksusowego ośrodka Geovity czy czterogwiazdkowego hotelu Klimek SPA nie powstydziłaby się sąsiednia Krynica. Nowoczesne murowane gmachy przyciągają wzrok rozłożystymi, spadzistymi dachami i drewnianymi balkonami. Dobre wrażenie psują niestety spore wyrwy w kostce brukowej, którą wyłożono część jezdni...

Wioska Szczawnik leży w dolinie potoku o tej samej nazwie. W centrum stoi jej najważniejszy zabytek - XIX-wieczna cerkiew św. Demetriusza (Dymitra). Drewniana świątynia z trzema baniastymi wieżami kryje się wśród drzew. Przed laty należała do parafii greckokatolickiej, obecnie służy katolikom. We wnętrzu zachował się m.in. 200-letni ikonostas z pięknymi carskimi wrotami. Na tyłach budowli pod drewnianą altaną tryska źródło Za Cerkwią. Bogatą w składniki mineralne wodę można czerpać za darmo. Zdaniem miejscowych pomaga w chorobach układu pokarmowego i oddechowego.

Większość domów w Szczawniku powstała po wojnie, nie wyróżniają się szczególną urodą. Po dawnych mieszkańcach, Łemkach, pozostało prócz cerkwi zaledwie kilka chyży (chałupy z bali), sypańców (zrębowe spichlerzyki), kamiennych krzyży i nagrobków. Zachowały się też trzy zabytkowe kapliczki - w centrum, na północnym skraju miejscowości i koło skrzyżowania przy wjeździe do Szczawnika.

Dolna stacja półtorakilometrowej kolejki znajduje się u podnóża góry Pusta Wielka (1061 m n.p.m., dzieli Dwie Doliny). Obok kończy się gminna droga i zaczyna leśny trakt. Pieszo lub na nartach, a latem na rowerze można stąd wyruszyć przez rezerwat Żebracze do Bacówki nad Wierchomlą i na szczyt Wielkiej Bukowej (1104 m).

Działa tu kilka barów, sklepików z pamiątkami, wypożyczalni nart i serwisów. Całość przypomina chaotyczną prowizorkę. Część nowych budynków nie ma jeszcze tynku. Największy bar, Szczawnik, to po prostu duży namiot z ławami i bufetem. Bezpłatne toalety znajdują się w białym baraku. Obszerny parking-klepisko nie jest zatłoczony, choć zjawiłem się w środku zimowego szczytu (warszawskie ferie). Bez trudu znajduję wolne miejsce i ruszam do kasy.

Kupuję karnet na obydwie doliny (można też tylko na jedną). Czteroosobowa kanapa w niespełna 10 minut wiezie mnie do górnej stacji. Aby znaleźć się pod szczytem Pustej Wielkiej i stamtąd zjechać w stronę Wierchomli, przesiadam się na talerzyk. Odpinam się kilometr wyżej. Gęsta mgła przesłania okolicę. Jaka szkoda - w pogodne dni rozpościera się stąd piękna panorama Beskidów i Tatr. 

***

Do Wierchomli prowadzi szeroka nartostrada. Kilka minut jadę lewym skrajem lasu. Płaski stok raz po raz zmusza do używania kijków. Prawdziwa jazda zaczyna się dopiero wówczas, gdy docieram do górnej stacji krzesełka z Wierchomli. Nie jest to co prawda alpejska trasa, ale i tak można nieźle poszaleć.

Na krótki popas staję w stylowej chacie-barze na stoku. Poniżej zaczyna się najbardziej stromy odcinek zjazdu. Po południu trudniej go pokonać - pojawiają się wysokie muldy.

Na dole nie mam wiele czasu, przed godz. 16 muszę wrócić pod szczyt Pustej Wielkiej. Wtedy bowiem przestaje działać najwyżej położony wyciąg po stronie Wierchomli, talerzyk Frycek (825 m). Jeśli się spóźnię, czeka mnie bez mała kilometrowe podejście...

Ruszam wpół do czwartej. Kolejka krzesełkowa z Wierchomli nie należy do najszybszych - potrzebuje blisko kwadransa, by pokonać nieco ponad 1,6 km. Przy jej górnej stacji kończy się oświetlona część trasy zjazdowej; w lewo prowadzi szlak do Bacówki nad Wierchomlą (na biegówkach dotarłbym tam w pół godziny). Ja kieruję się w przeciwną stronę, do Frycka. Po drodze przecinam kilka polan. Zdążyłem tuż przed zamknięciem talerzyka! Szczęśliwy jadę w górę. Na miejscu niemiła niespodzianka - Frycek jest za krótki, muszę jeszcze podejść 200 m we mgle i zamieci, by móc zjechać z Pustej Wielkiej do Szczawnika.

Wiedzie tam nowa, ponadtrzykilometrowa nartostrada. Stacja reklamuje ją jako najdłuższą oświetloną trasę w Polsce. Zaczyna się łagodnie. Dopiero w połowie stoku nabieram prędkości. Śnieg jest mniej rozjeżdżony niż od strony Wierchomli, nie ma też tak wielu narciarzy i snowboardzistów.

Narciarski rekonesans kończę na dole, przy oscypku z grilla, który tutaj zwie się "ocypkiem" (aby nie używać nazwy zastrzeżonej dla Podhala). Turystyczny biznes w Szczawniku dopiero się rozkręca, tylko kilka gospodarstw w pobliżu stacji oferuje noclegi (25-30 zł za dobę).

***

Zapada zmrok, kiedy wyjeżdżam samochodem do Wierchomli. Licząca blisko 30 km droga ciągnie się malowniczo wzdłuż Popradu. Drugi brzeg należy już do Słowacji. W radiu łatwiej namierzyć słowackie rozgłośnie niż polskie. Równolegle do jezdni biegnie linia kolejowa z Muszyny do Piwnicznej i Nowego Sącza. Pociągi nie kursują zbyt często, ale i tak dwa razy czekam przed zamkniętymi rogatkami w miejscach, gdzie tory przecinają asfalt.

Dolina Popradu jest piękna o każdej porze roku. Szczególnie urzeka przełom rzeki - Łopata Żegiestowska - w rejonie Żegiestowa Zdroju (w połowie drogi z Muszyny do Piwnicznej). To najmniejsze polskie uzdrowisko w ostatnich latach niestety podupadło. Większość zabytkowych pensjonatów i ośrodków wypoczynkowych zionie pustką i niszczeje. Wieczorem wieś wygląda na wymarłą. Nad centrum góruje jasno oświetlony parafialny kościół św. Anny - dawna łemkowska cerkiew wybudowana na górskim zboczu na początku XX w.

Parę kilometrów dalej skręcam w prawo, w dolinę potoku Wierchomlanka. Wjazd szpeci duży kamieniołom. Dopiero po kilkuset metrach znika z oczu rozryte zbocze, a dziurawa droga zamienia się w gładki asfalt. Oto i Wierchomla Wielka. W centrum wsi, nieopodal skrzyżowania, stoi na pagórku stuletnia drewniana cerkiew św. Michała Archanioła, obecnie kościół. Jest też parę przydrożnych łemkowskich kapliczek i chałup. Pod altanką na stromym zboczu niedaleko sklepu można napić się wody mineralnej ze źródła Wierchomlanka.

Parę minut później mijam nowoczesny hotel spa w Wierchomli Małej. Parkuję na dużym, bezpłatnym parkingu obok przystanku autobusów z Piwnicznej i Nowego Sącza. Z nartami na plecach maszeruję pod dolną stację krzesełka. Okazały budynek w alpejskim stylu to centrum ośrodka. Mieści kasy, wypożyczalnię i serwis, bezpłatne toalety, restaurację, bar i pizzerię. Za mostkiem wzdłuż wąskiej drogi rozsiadło się kilka sklepików, wypożyczalni i serwisów narciarskich. Noclegi oferuje m.in. bajkowo ozdobiona Chata pod Pustą, ratrakownia oraz drewniane domki na stoku powyżej oślej łączki do nauki jazdy.

Wieczorem w środku tygodnia nie ma tu tłumów. Szeroki stok jest oświetlony i sztucznie naśnieżany. Jego ostatni odcinek ma największe nachylenie, trzeba uważać na wysokie muldy.

Po kilku zjazdach daje znać o sobie brak solidnej zaprawy przed sezonem. Siły regeneruję w Markówce. Ponadstuletnia łemkowska chałupa sąsiaduje z wyciągiem dla dzieci, już z daleka słychać góralską muzykę. Gości niewielu, pieką kiełbasę na olbrzymich paleniskach w środku chaty i na zewnątrz. Ja wybieram kwaśnicę - tradycyjne podhalańskie danie w miejscowym wydaniu to gęsta kapusta okraszona tłustym żeberkiem wieprzowym, do tego solidne pajdy chleba. Smak nie jest wyjątkowy, ale za 10 zł można się nieźle najeść.

Tak posilony przypinam narty i zjeżdżam po raz ostatni. O godz. 21 kolejka staje, pustoszeją stoki. Pora wracać.

Warto wiedzieć

•  Dwie Doliny to: 10 wyciągów i kolejek, w sumie mogą przewieźć ok. 10 tys. osób/godz., długość tras - ok. 15 km.

•  Trochę cen. Wjazd kolejką krzesełkową - 12 zł, wjazd najdłuższymi wyciągami - 5; całodzienny karnet (godz. 9-21) - 75 zł jedna dolina, 80 obie. Wypożyczenie sprzętu na dzień - 30-80. Nauka jazdy na nartach 1 godz. - 65 zł indywidualnie, w 5-10-osobowej grupie - 30. Żurek z jajkiem i chlebem - 10 zł, pieczona kiełbasa - 8, grzane piwo 0,5 l - 6-7, grzaniec 0,2 l - 7-8, herbata - 3-4. Noclegi: dwójka w hotelu Wierchomla SKI & SPA 25 grudnia - 31 marca 360 zł, przez resztę roku 250, 4-osobowy apartament w domku na stoku 25 grudnia - 6 marca 250 zł/doba, 7-31 marca - 200, przez resztę roku - 120. 

W sieci

www.wierchomla.com.pl

www.szczawnik.muszyna.pl

www.muszyna.pl