Narty na Huculszczyźnie. Bukowel

Drewniana cerkiewka z 1608 r. w Worochcie

Drewniana cerkiewka z 1608 r. w Worochcie (Fot. Piotr Janczarek)

Wszystko tu jest logicznie zaprojektowane przez kanadyjskich specjalistów
Co roku jeździmy na narty do Bukowela w Karpatach ukraińskich. Można się naprawdę wyszaleć - ponad 50 km dobrze przygotowanych tras, 14 wyciągów i nowoczesna infrastruktura.

***

Od przejść granicznych z Ukrainą (Hrebenne, Medyka) do Jaremczy, turystycznej stolicy Karpat Wschodnich, jest ok. 250 km. Samochodem pokonujemy tę trasę w mniej więcej 4 godz. Zatrzymujemy się w Jaremczy, gdzie jest największy wybór noclegów (znacznie tańszych niż w samym Bukowelu), sporo restauracji, karczm, sklepów. Stąd codziennie dojeżdżamy na narty samochodem 35 km. Miasteczko ma również dobre połączenia autobusowe z Bukowelem - mikrobusy dowożą narciarzy niemal pod wyciągi.

Zatrzymujemy się na parkingu przed stacją wyciągu nr 1. Warto przejść do centrum ośrodka i głównych kas po mapkę tras i wyciągów (także po polsku). Parkingi znajdują się przy głównych wyciągach, a trasy wytyczono na wzgórzach otaczających centrum Bukowela. Wszystko jest tu logicznie zaprojektowane przez kanadyjskich specjalistów. Ośrodek bardzo szybko się rozwija. - Planujemy wzrost liczby miejsc noclegowych w Bukowelu z obecnych 1200 do 40 tys. oraz rozbudowę lotniska w Iwano-Frankiwsku, aby mogło przyjmować zagranicznych turystów. A wkrótce też rozbudowę snow-parku i centrum spa - mówi Włodzimierz Sendecki, zastępca dyrektora marketingu TK Bukowel.

***

Zaczynamy od Jedynki. Czteroosobowa kanapa szybko wywozi nas na szczyt góry Bukowel (1127 m n.p.m.). Skręcając w lewo, dojeżdżamy do niezbyt długiej, ale wymagającej czarno-czerwonej trasy, wprost do dolnej stacji wyciągu. Odnaleźliśmy tu również swoją ulubioną rodzinną trasę, znacznie dłuższą i łagodniejszą, dlatego sporo na niej rodziców z dziećmi. Warto zatrzymać się chwilę na szczycie Bukowela. Widać stąd panoramę groźnych, niedostępnych Gorganów, a w oddali białe czapy Czarnohory, najwyższego pasma Karpat Wschodnich.

Skręcając ze szczytu w lewo, dojeżdżamy do dwóch równoległych czerwonych szlaków prowadzących do centrum ośrodka i do stacji wyciągu krzesełkowego. Centrum jest dobrze zagospodarowane, są restauracje, bary, fast foody, sklepy sportowe, wypożyczalnie sprzętu, szatnia. W pobliżu działa szkółka narciarska, można wybrać się na sanki czy pojeździć na łyżwach.

Po drugiej stronie, kilkadziesiąt metrów od zjazdu z Bukowela wygospodarowano trasy dla mniej zaawansowanych narciarzy. Nartostrady są łagodniejsze, w górę biegną dwa wyciągi orczykowe (pozostałe to krzesełka). Jest też ogrodzone miejsce dla najmłodszych. Bywa tu jednak dość tłoczno, więc lepiej unikać tego miejsca.

Jadąc od góry Bukowel przez Czarną Klewę (1246 m), Dowgę (1372 m) po północnej stronie i mniejsze południowe stoki, możemy okrążyć ośrodek i wrócić do punktu wyjścia. Trasy zbiegają się przy stacjach wyciągów, w niektórych miejscach trzeba przejść wyznaczonymi ścieżkami.

***

Nazajutrz parkujemy samochód przy wyciągu nr 14. Od górnej stacji biegnie niebieska nartostrada, szeroka i jedna z dłuższych (ok. 2 km). Ale uwaga: początek jest wąski, dość stromy i pofałdowany. Warto jednak pomęczyć się przez chwilę, bo dalej jedzie się bardzo dobrze.

Górna stacja wyciągu nr 14 jest swego rodzaju węzłem komunikacyjnym, stąd możemy dostać się m.in. na trasy wytyczone na Dowdze. W dolnej partii mamy ich dziewięć, w tym cztery czarne. Nie ma łatwych, więc jest mało ludzi. Na górną część wzniesienia z trzema nartostradami dostaniemy się, przechodząc łącznikiem do wyciągu nr 12. Tu również zjazdy są dość trudne.

Gdy już nabraliśmy sił, próbujemy okrążyć ośrodek. Tym razem parkujemy w centrum i przechodzimy do wyciągu nr 5, który wiezie nas na Czarną Klewę, skąd niebieską trasą docieramy do podnóża Dowgi. Wjeżdżamy na górę i stąd w dół długą trasą stworzoną przez łączące się nartostrady. Dalej podjeżdżamy na dobrze już nam znaną górną stację Czternastki i niebieską wracamy do centrum ośrodka. Nie tracimy czasu - wyciągi są szybkie, kolejki rzadkie. Trasy dobrze przygotowane, w razie potrzeby wszystkie mogą być zaśnieżone.

***

Czas odpocząć i coś zjeść. Bary, fast foody i restauracje znajdują się przy dolnych i górnych stacjach wyciągów, są też karczmy i bufety. Naszym ulubionym miejscem jest włoska tawerna - pizzeria Felicita, gdzie podają dobrą pizzę i lasagne, a także beczkowe, niepasteryzowane piwo Czernihowskie. W barkach zamawiamy zwykle bardzo smaczne pieczone kiełbaski, grillowane mięso z pieczonymi ziemniakami, dzieci przepadają za plackami ziemniaczanymi i pielmieniami (lunch dla 4-osobowej rodziny - 150-200 hrywien, dwa razy więcej niż np. w Jaremczy).

Korzystając z przerwy, przyglądamy się narciarzom. Bukowel się zmienia, na parkingach używane mercedesy i wielkie terenówki z przyciemnionymi szybami coraz częściej wypierają nowe renault, skody, chevrolety, fiaty. Znikają błyszczące srebrne i złote kombinezony narciarskie. Teraz ton nadaje rodząca się powoli klasa średnia - bankowcy, prawnicy, lekarze z Kijowa, Doniecka, Lwowa, Iwano-Frankiwska. Wśród nielicznej grupy zagranicznych gości najwięcej jest Polaków, wielu to stali bywalcy.

Zamiłowanie do szybkiej jazdy często nie idzie tu w parze z umiejętnościami i wyobraźnią. Przestrogą są ratownicy zjeżdżający z toboganem - mają posterunki przy górnych stacjach wyciągów, pomoc jest natychmiastowa. Trzeba uważać, tzn. nie stać w miejscu, gdzie kończy się trasa lub jest dojazd do wyciągu, nie zatrzymywać się tam, gdzie trasa jest wąska ani na skrzyżowaniach (nartostrady są raczej szerokie i niezatłoczone, więc na nich jest bezpiecznie).

***

Jaremcze to sympatyczne miasteczko z bogatymi tradycjami uzdrowiskowymi, ale z przedwojennych czasów zostało zaledwie kilka drewnianych pensjonatów. Teraz zabudowuje się chaotycznie i ciasno hotelami i apartamentowcami. Warto odwiedzić plażę nad Prutem i tzw. Skałę - skaliste zbocze schodzące pionowo do rzeki robi duże wrażenie. Główne atrakcje uzdrowiska - wodospady na Prucie i jarmark huculski - są przereklamowane. Wodospady oblegają tłumy turystów, śmiecąc niemiłosiernie, a na jarmarku ze świecą szukać oryginalnych wyrobów huculskich. Zwiedzając Jaremcze, zwróćmy uwagę na ładny przedwojenny dworzec kolejowy z widokiem (z peronu) na Gorgany. Sąsiedni budynek po prawej stronie to dawny kościół rzymsko-katolicki wbudowany w powojenny gmach.

Z Jaremczy wybraliśmy się do sąsiedniej miejscowości Dora, by zobaczyć drewnianą huculską cerkiewkę z XVIII w. z ikonostasem wypalonym w drewnie. Jadąc kilkanaście kilometrów dalej w kierunku Stanisławowa, obejrzeliśmy neogotycki kościół rzymsko-katolicki w Delatyniu (ponownie czynny). Wracając zaś z Jaremczy do Bukowela, minęliśmy ładnie położone słynne huculskie uzdrowiska Mikuliczyn i Tatarów - każde ciągnie się kilkanaście kilometrów. Jadąc od Jaremczy, po prawej stronie mamy karpacką linię kolejową z przełomu XIX i XX w., wciąż czynną.

Jeśli chce się zobaczyć prawdziwą Huculszczyznę (region od Jaremczy do Bukowela i Polanicy jest bardzo turystyczny), trzeba się wybrać do Worochty (pociąg z Jaremczy o godz. 9.27) lub dalej, do Rachowa na Zakarpaciu.

***

Worochta to najsłynniejsza niegdyś wieś huculska. Na dworzec kolejowy (nadal wygląda jak z przedwojennych pocztówek) przybywały pociągi ze Lwowa i Warszawy. Centrum jest zabudowane postsowieckimi gmaszyskami, ale idąc dalej, zobaczymy pozostałości po dawnym kurorcie - wille i pensjonaty w zakopiańskim i szwajcarskim stylu (większość wymaga pilnego remontu). Niedaleko centrum stoi perełka architektoniczna Huculszczyzny - drewniana cerkiewka z 1608 r. Warto też obejrzeć pobliskie kamienne wiadukty kolejowe. Worochta była niegdyś stolicą sportów zimowych, tę tradycję zapoczątkowali jeszcze Austriacy. Wciąż stoi skocznia narciarska, na której skakał Stanisław Marusarz. Jest kilka wyciągów, ale nawet miejscowi odradzają jazdę na nartach, bo trasy są zupełnie nieprzygotowane.

Z Worochty niedaleko już na przełęcz Krzywopolską, skąd rozciąga się piękny widok na Czarnohorę. Mijając typowe huculskie wioski pełne drewnianych domków z werandami, dojeżdżamy do Werhowyny (dawniej Żabie, wyburzone po wojnie), zwanej stolicą Huculszczyzny. Trzeba tu odwiedzić muzeum huculskie Romana Kumłyka. Ten najsłynniejszy bodaj współczesny Hucuł jest wybitnym muzykiem, liderem grupy Czeremosz. W czasie ok. godzinnej wizyty wysłuchamy opowieści (po polsku) o Huculszczyźnie i posłuchamy muzyki w wykonaniu gospodarza. Biletów wstępu nie ma, ale nie zapomnijmy zostawić trochę pieniędzy na rozwój muzeum (warto umówić się telefonicznie: 00380 3432 21744). Na pobliskim cmentarzu znaleźliśmy groby polskich strażników granicznych i celników poległych podczas pełnienia służby.

Pojechaliśmy jeszcze kilka kilometrów, do Krzyworówni, pięknie położonej nad Czeremoszem, by zajrzeć do muzeum Iwana Franki z ekspozycją poświęconą Stanisławowi Vincenzowi. Autor m.in. trylogii huculskiej "Na wysokiej połoninie" urodził się w 1888 r. niedaleko stąd, w Słobodzie Rungurskiej. Jeśli mamy więcej czasu, warto wybrać się także do Kołomyi i Stanisławowa.

***

Bukowel i Huculszczyzna mają chyba wszelkie atuty, by stać się atrakcyjnym miejscem zimowego wypoczynku dla Polaków. Na razie jednak brakuje informacji, dość uciążliwy jest dojazd (kolejki na granicy), ale najsilniejszą barierą są stereotypy. Jesteśmy przekonani, że Ukraina to niebezpieczny kraj, z kiepskimi drogami i niskim poziomem usług turystycznych, ale za to tani. Gdy tam pojedziemy, przekonamy się, że przy drogach nie czyhają bandyci, gotowi ukraść nam samochód, hotele (poza turbazami) i prywatne kwatery prezentują wysoki lub przynajmniej dobry standard. I nie jest tanio - urlop tutaj kosztuje mniej więcej tyle samo co np. na Słowacji.

Warto wiedzieć

•  Sezon w Bukowelu trwa od początku grudnia do kwietnia; w grudniu i w marcu ceny znacznie niższe niż w szczycie sezonu.

•  Dojazd. Samochodem przez przejścia graniczne w Hrebennem, Korczowej, Medyce, dalej przez Lwów (omijamy obwodnicą), Bursztyn, Halicz, Iwano-Frankiwsk do Jaremczy. Droga dość dobra, ale słabo oznaczona, trzeba się liczyć z kolejką na granicy, najczęściej 1-3 godz.; dobrym rozwiązaniem może być dojazd przez Słowację, a następnie Użhorod. Do Iwano-Frankiwska dojazd autobusem z większych miast w Polsce (bilet z Warszawy 70 zł), dalej mikrobusem do Jaremczy lub Bukowela. Ze Lwowa do Bukowela w weekendy jeździ specjalny autobus, bilet 75 hrywien.

•  Waluta. 1 hrywna = ok. 0,40 zł. Złotówki wymienimy korzystnie zaraz za przejściem granicznym po ukraińskiej stronie lub w Iwano-Frankiwsku. Wszędzie są bankomaty, w hotelach i restauracjach można płacić kartami.

•  Karnety. Jednodniowy - 180 hrywien, weekend - 214, 6-dniowy - 755, 100 zjazdów - 855; częste promocje (karnety i noclegi).

•  Noclegi. Hotel Bukowel w centrum ośrodka - dwójka ze śniadaniem - ok. 800, weekendy - ok. 1000. Jaremcze - Dom rekolekcyjny parafii rzymsko-katolickiej, pokój z łazienką - ok. 20 dol., ul. Podskalna 18, tel. 00380 343 422 224, kom. 380 679 081 557; Pensjonat Poliarys, bul. Witowskogo 22, 100-250, www.poliarys.com; Wielka Niedźwiedzica - dwójka ze śniadaniem - 250-370, http://vedmedycya.u-marka.com.ua/en.

W sieci

www.bukovel.com

www.poznajukraine.com

www.karpaty.info



Komentarze (1)
Narty na Huculszczyźnie. Bukowel
Zaloguj się
  • Magda Kot

    0

    Dużo słyszałam o tym kurorcie dlatego też w nadchodzącym sezonie narciarskim wybieram się tam z przyjaciółmi. Wybraliśmy zorganizowany wyjazd przez Wytwórnię Wypraw, który jest w dobrej cenie i przewiduje dodatkowe atrakcje jak zwiedzanie Lwowa. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda nam się jak najwięcej czasu spędzić na stokach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX