Sport.pl

Alpy Trydenckie. Adamello Ski

Dobrze przygotowane i zabezpieczone trasy, liczne knajpki serwujące mocne wina z doliny Valtellina i mnóstwo innych atrakcji
Wiele lat narciarskich wyjazdów do Włoch sprawiło, że Dolomity stały się dla mnie wzorem narciarskiego raju. Dlatego oprotestowałem pomysł wyjazdu w Alpy Trydenckie, strasząc znajomych dłuższą niż w Dolomity podróżą, brakiem śniegu (bo to południe), zatłoczonymi stokami gór (tylko 200 km do Mediolanu i ok. 100 do Brescii i Bergamo). Znajomi się nie poddali. I słusznie.

***

17-godzinną podróż zakończyła kręta droga wspinająca się na Passo Tonale, przełęcz oddzielającą Val di Sole od Val Camonica, gdzie leżał nasz docelowy punkt - miasteczko Temu. Jedyne, co zauważyłem w świetle reflektorów auta, to brak śniegu. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że czeka nas tydzień slalomu między kamieniami, po resztkach sztucznego śniegu. Żegnajcie ślizgi, żegnajcie krawędzie, żegnajcie narty... Obudziłem się więc w fatalnym humorze. Nie poprawiły go ani informacje z folderu, że w Val di Sole śnieg pada najobficiej w całych Alpach, ani skrawki błękitnego nieba.

Zamieszkaliśmy na kempingu Presanella (nazwa od drugiego co do wysokości - 3554 m - szczytu w okolicy) przy via Cavaione 9 (info@campingpresanella.it ; tel +39036494219). Ten całoroczny ośrodek prócz miejsc dla przyczep mieszkalnych dysponuje kilkoma dużymi murowanymi domkami. W jednym z nich wynajęliśmy przestronny apartament (20-26 euro z opłatą klimatyczną).

Narciarski okręg Adamello Ski (1260-3554 m n.p.m.) szybko okazał się atrakcyjny nawet dla wytrawnych narciarzy - na tygodniowy wyjazd polecam go z czystym sumieniem. Gdy trafi się na dobre warunki pogodowe (nazwa Val di Sole, czyli Dolina Słońca, nie jest przypadkowa), to z listy argumentów na "nie" pozostaje jedynie długość dojazdu. Jednak i na to jest rada - planując wyjazd dużo wcześniej, można kupić dość tanio bilet lotniczy do Mediolanu (znalazłem oferty za 700 zł od osoby). Tani jest też skipass obejmujący tereny nad miejscowościami Temu, Ponte di Legno i Tonale, wszystkie połączone trasami i kolejkami pozwalającymi narciarzom przemieszczać się po całym obszarze w poszukiwaniu najdogodniejszych tras zależnie od umiejętności, warunków pogodowych i nastroju (w wysokim sezonie 22 grudnia - 6 stycznia i 26 stycznia - 6 marca - 159 euro, dzieci/seniorzy 125; w sezonie - 136 i 108, dzieci urodzone po 30 listopada 1999 r. karnety za darmo). Można też kupić droższy skipass Superskirama (w wysokim sezonie - 199 euro, dzieci/seniorzy 166; w sezonie - 176 i 142), który pozwala na korzystanie z wyciągów we wszystkich alpejskich ośrodkach, ale moim zdaniem na sześć dni jazdy wystarczy ten tańszy.

W regionie Adamello Ski jest 30 wyciągów orczykowych, krzesełkowych i gondolowych, wszystkie w miarę nowe i szybkie. Obsługują 41 oznaczonych i dobrze przygotowanych tras - w sumie ponad 100 km. Są też cztery szlaki dla miłośników ski-extreme i teren dla narciarskich biegaczy (info@adamelloski.com ).

***

800 metrów od kempingu jest dolna stacja czteroosobowego wyciągu krzesełkowego (kasy biletowe i parking dla dwustu aut). Wywozi on narciarzy na zbocza szczytów Giulia (1906 m) oraz Doss delle Pertiche. Wytyczono tam kilka, głównie czerwonych i czarnych, dobrze ubezpieczonych tras. Większość jest stale sztucznie zaśnieżana, co pozwala na jazdę do wiosny.

W Temu warto też poświęcić wieczór na spacer wąskimi, stromymi uliczkami prowadzącymi często pod kamieniczkami. Im dalej od przelotowej drogi na Passo Tonale, tym atmosfera miasteczka robi się mniej turystyczna i ciekawsza.

Gdy zmęczy nas wyczerpujące szusowanie po stromych, wymagających stokach nad Temu, można zjechać na nartach do Ponte di Legno (1270 m), dość przytulnego miasteczka z kilkoma miłymi knajpkami. Stąd nowoczesną kolejką gondolową wydostaniemy się na Passo Tonale. Przełęcz łączy dwa ciekawe parki narodowe: Parco Nazionale Adamello-Brenta i Parco Nazionale dello Stelvio. Przełęcz położona na wysokości ponad 1880 m stanowi podnóże całorocznego narciarskiego centrum. Niektóre hotele zależnie od sezonu oferują pobyt w systemie Free Ski: płacąc za pokój, dostaje się bezpłatny karnet na wyciąg, ale np. w Boże Narodzenie i Wielkanoc trzeba zapłacić nawet trzy razy więcej. Z Passo rozchodzi się kilkanaście wyciągów poprowadzonych na północne i południowe stoki.

Na wielkich polanach rozłożonych pod Cima Bleis (2628 m), Cima Cadi (2606 m) i Cima Casaiole (1577 m) wytyczono kilkadziesiąt dość łagodnych tras - od niebieskich do czerwonych. Na skrajach tego narciarskiego kompleksu poprowadzono najdłuższe wyciągi. Przy dobrych warunkach śnieżnych szczególnie godna polecenia jest 4,5-kilometrowa czerwona trasa zaczynająca się w małej dolince z jeziorkiem pod Cima Bleis. Na drugim krańcu, pod przełęczą o wszystko mówiącej nazwie Passo Contrabandieri, znajduje się duże schronisko z obszerną restauracją i dwa wyciągi z czerwonymi trasami. Pewnym kłopotem dla deskarzy może być zjazd z tego miejsca, gdyż prowadzi on długą, 2700-metrową "bardzo niebieską" trasą, na której chcąc poczuć wiatr na twarzy, trzeba używać kroku łyżwowego, a czasem wspomóc się kijkami. W obu wypadkach są to działania niedostępne dla snowboardzistów, co po raz kolejny pokazuje przewagę "boazerii" nad "parapetem".

Nagroda dla zmęczonych powolnym zjazdem deskarzy zbudowano dobrze wyposażony i nieźle utrzymany snowpark. To miejsce dla tych, którzy nie lubią długotrwałych i męczących jazd po stokach w poszukiwaniu kontuzji, a wolą w jednej imponującej ewolucji na skoczni, halfpipie czy innym wynalazku uszkodzić sobie od razu pół organizmu.

***

Gdy znudzi się nam przeciskanie się między ludźmi, orczykami i snowboardzistami w snowparku, czas przenieść się na drugą stronę przełęczy. Leży tam narciarski teren, który sprawił, że Passo Tonale znane jest nie tylko w okolicy i nie tylko we Włoszech.

Kolejka gondolowa o długości 1881 m w pięć minut wywiezie nas na Passo Paradiso. Tam w małym, miłym schronisku możemy zastanowić się, czy pniemy się dalej krzesłami i orczykiem na lodowiec pod szczytem Cima Presena. Ten całoroczny stok wykorzystywany jest latem przez kadry narodowe i kluby narciarskie, które na szerokiej trasie uzbrojonej w dwa orczyki trenują przed kolejnym sezonem.

Dla tych, którzy wjadą, nagrodą jest piękny widok na wysoki masyw górski Monte Adamello (3554 m). Warto zdjąć narty i podejść kilkadziesiąt metrów, by z grani zobaczyć piękną panoramę kolejnych szczytów i widok "aż po Sycylię".

Stąd też prowadzą szlaki dla narciarzy lubiących kopny śnieg i trudne warunki, jak również dla miłośników ski tourów. Ci na w miarę bezpiecznym terenie (widoczny ze schroniska i stoków) mogą zdobyć kilka okolicznych przełęczy i zjechać do Passo Tonale czy wręcz do Temu po stokach, które często przez wiele tygodni utrzymują śnieg niezarysowany narciarskim śladem.

Zjazd spod szczytu Cima Presena (3069 m) po szerokiej patelni stromego stoku jest miłą zabawą, szczególnie dla wprawnych carvingowców. Szybko się jednak kończy i potem trzeba się przebijać (nawet podchodząc) przez płaskie dojazdówki zawracające nas na Passo Paradiso. Dlatego warto się zastanowić, czy nie lepiej od razu spod górnej stacji kolejki ruszyć na czarną trzykilometrową trasę Paradiso.

Pięknie poprowadzony zjazd przez długi kawałek biegnie wzdłuż stromych ścian przyczepionymi do skały szerokimi półkami. Zjazd jest niezwykłej urody, z ostrym nachyleniem pozwalającym nabrać pędu. Jest w tej trasie, nie najtrudniejszej, coś magicznego, co zmusza do nabrania szybkości, wyciśnięcia z nart, ile tylko się da. Początkującym nie polecam, bo mogą się zniechęcić do narciarstwa.

Region stara się przyciągnąć gości nie tylko dobrze przygotowanymi i zabezpieczonymi trasami czy licznymi knajpkami serwującymi mocne wina z doliny Valtellina. Są też dodatkowe atrakcje, jak choćby ośrodek hodowlany psów zaprzęgowych, gdzie można niczym na Spitsbergenie czy Alasce zafundować sobie wycieczkę saniami ciągniętymi przez husky i malamuty.

***

Do Tonale można dojechać, skręcając z autostrady Bolzano -Trento w San Michele all Adige. Na samą przełęcz Passo Tonale wyprowadzają nas strome serpentyny, a potem zjazd do Ponte di Legno i Temu. Jeśli chcemy zwiedzać inne ośrodki, po kupieniu droższego karnetu możemy dojechać do kilku sławnych narciarskich miejsc. Drogą wiodącą do autostrady na przełęcz Brennero, skręcając w prawo w miejscowości Dimaro, dojedziemy do Madonna di Campiglio. Po drodze mamy Marillevę i Folgaridę. Obie te miejscowości są połączone wyciągami z Madonna di Campiglio, która, choć sławna i snobistyczna, ma tylko kilka ciekawych tras. Madonna leży między masywem Gruppo di Brenta ze znanymi szczytami: Petra Grande (2936 m), Cima Brenta (3150) i Cima Tosa (3175 m), a niższymi górkami, łagodnym końcem masywu Adamello.

Po stronie Brenty wyciągi prowadzą na przełęcz Groste (2500 m), skąd kilkoma drogami możemy zjechać do Madonna di Campiglio. Większość tras jest bardzo lub dość łatwa. Jedynie z Monte Spinale prowadzą trzy czarne trasy, po których ścigają się niemal co roku zawodnicy światowej czołówki, "spadając" z Monte Pancugolo (2276 m) i Pradalago (2100 m). Warto nimi zjechać, by nabrać szacunku dla pędzących nimi zawodowców.

Gdy zdecydujemy się na nieco dłuższą wycieczkę z Temu czy Passo di Tonale (ok. 1,5 godziny drogi), możemy odwiedzić inny ośrodek znany z zawodów Pucharu Świata - Bormio, z kilkoma ostrymi trasami, czy Livigno, które prócz atrakcji turystycznych ma strefę bezcłową (granica ze Szwajcarią), gdzie nie tylko alkohol, ale i benzynę można kupić za grosze. Ale to już jest opowieść na dłuższą niż tygodniowa wycieczkę.



Narty, wiązania, snowboard - kup i sprzedaj korzystając z naszych darmowych ogłoszeń.