Sport.pl

Beskid Śląski. Od Klimczoka do Fałata

Choć w dolinach prawie wiosna, na Klimczoku szusujemy po metrowej warstwie prawdziwego śniegu
Gdy w połowie lutego termometr za moim oknem wskazywał prawie 10 stopni, zdesperowany postanowiłem zejść do piwnicy po rower. W ostatniej chwili przypomniałem sobie jednak słowa Jerzego Siodłaka, naczelnika Beskidzkiej Grupy GOPR, który zachęcał mnie do narciarskiej wycieczki na Klimczoka: - To drugi oprócz Pilska szczyt w Beskidach, gdzie najdłużej można pojeździć na nartach. Zdarzało się, że wzdłuż lasu śnieg leżał nawet na początku czerwca.

***

Klimczok (1117 m) zawdzięcza swoją nazwę słynnemu w okolicy zbójnikowi Klimczokowi, który - jak głoszą legendy - miał tutaj swoją kryjówkę w jednej z jaskiń. Klimczok leży w paśmie Baraniej Góry w Beskidzie Śląskim. Paradoksalnie jest to jednak najwyższy punkt Bielska-Białej, bowiem znajduje się on w granicach administracyjnych miasta. Od strony miasta najłatwiej się też na niego dostać. Najpierw trzeba wsiąść do kolejki gondolowej na Szyndzielnię. Dotrzemy do niej samochodem (z parkingu trzeba podejść pół kilometra) lub autobusem miejskim nr 8 z dworców PKP i PKS. Sześcioosobowe gondole jadą na górę sześć minut (bilet w dwie strony 14 zł, ulgowy 11, w jedną stronę 11 i 9 zł), ale już w połowie drogi przekonałem się, że było warto - z każdym metrem wysokości robiło się coraz bardziej biało. Na górze wysiadłem w środku pięknej, śnieżnej zimy. Wokół leżało pół metra śniegu, a gałęzie drzew, gęsto oblepione zmrożoną bielą, pięknie pobłyskiwały w słońcu.

Przy górnej stacji zarzuciłem narty na ramię i ruszyłem żółtym szlakiem w kierunku Klimczoka. Taki "spacer" w dość szybkim tempie trwa co najmniej pół godziny. Drogę umila piękny widok ośnieżonych lasów oraz tropy zwierząt. Konieczność wędrówki jest też gwarancją, że na stoku Klimczoka zimą nigdy nie ma tłoku. - Przychodzą tu tylko prawdziwi pasjonaci narciarstwa i gór. To taka "rodzina Klimczokowa". No i to chyba ostatnie miejsce, gdzie można zauważyć ludzi wędrujących na nartach po górach. Tak, jakby czas się cofnął - mówi naczelnik Siodłak.

Na Klimczoku czekała na mnie metrowa warstwa prawdziwego śniegu. Szybko założyłem buty, przypiąłem narty i ruszyłem w dół. Trasa nie imponuje długością, ma ok. 500 m, ale ponieważ korzysta z niej niewiele osób, można jeździć i jeździć (po dwudziestym zjeździe czułem mięśnie w nogach). Stok jest szeroki i bardzo przyjemny, utrzymuje go ratrak. Będą z niego zadowoleni zarówno wprawieni, jak i początkujący narciarze. Północno-wschodnie położenie stoku i panujący tu mikroklimat gwarantują, że pokrywa śnieżna szybko nie stopnieje. W marcu 1993 r. zanotowano rekord - ponad 3 m śniegu! Klimczok narciarsko był wykorzystywany już kilkadziesiąt lat temu. W czasie II wojny światowej jazdę na nartach ćwiczyli tutaj żołnierze Wehrmachtu (wyciąg czynny codziennie od godz. 9 do zmroku, karnet na 11 przejazdów 15 zł, ulgowy 10).

Jeżeli poczujemy zmęczenie, warto wejść do schroniska na Klimczoku. Jego historia sięga 1872 r., gdy powstał tu domek myśliwski zwany Klementynówką (od Klementyny von Primaversi, żony właściciela). Potem budynek przejęła i rozbudowała niemiecka organizacja turystyczna Beskiden Verein, ale podczas otwarcia w 1895 r. schronisko spłonęło. Pożary trawiły go jeszcze dwukrotnie. Wreszcie w 1914 r. stanął murowany budynek, który po przebudowach zachował się do dzisiaj. Schronisko oferuje 50 miejsc noclegowych w pokojach z łazienkami (od 25 do 40 zł, tel. 033 814 52 88). Latem jego goście mogą korzystać ze ścianki wspinaczkowej, a nawet odkrytego basenu. Można też tu wpaść po prostu na herbatę lub obiad.

***

Z Klimczoka warto zejść do Bystrej, niewielkiej (3,5 tys. mieszkańców) i mało znanej, ale ciekawej miejscowości. Ze szczytu dotrzemy tu jednym z trzech szlaków: niebieskim, zielonym (przez Kołowrót) lub czerwonym (przez Magurę). Bystra zawdzięcza nazwę wartkiemu, górskiemu charakterowi rzeki Białki, nad którą leży. Bystre wody Białki wypływają ze źródeł znajdujących się na wysokości 900 m właśnie na zboczach Klimczoka. Białka naturalnie oddzielała Małopolskę od Śląska, a od 1457 do 1472 r. była granicą państwową między Królestwem Polskim i koroną czeską. To spowodowało, że wzdłuż rzeki rozwijały się odrębne osady: leżąca na prawym brzegu Bystra Krakowska i lewobrzeżna Bystra Śląska. Początki tej pierwszej sięgają prawdopodobnie przełomu XV i XVI w. Bystra Śląska, początkowo osada drwali, od 1570 r. należała do pobliskiego Bielska. Dopiero przed trzema laty mieszkańcy Bystrej Śląskiej i Krakowskiej postanowili w referendum ujednolicić nazwę miejscowości.

Złoty okres Bystrej przypadł na drugą połowę XIX i początek XX w., gdy jej uroki zaczęli doceniać letnicy. Z Bielska do pobliskich Wilkowic wyruszały specjalne pociągi wiozące niedzielnych wycieczkowiczów, a ze stacji kolejowej do Bystrej dowoziły ich dorożki. Prawdziwym skarbem miejscowości był mikroklimat mający właściwości kuracyjne. Rozpropagował go wiedeński lekarz Ludwik Jekeles, który w 1897 r. kupił zabudowania służące wcześniej m.in. jako hotel i wytwórnia półfabrykatów dla fabryki papieru. Stworzył tam sanatorium, w którym powietrze i wody mineralne przywracały siły kuracjuszom z chorobami płuc, serca, naczyń krwionośnych czy układu pokarmowego. Leczyli się tutaj m.in. Maria Konopnicka i Ignacy Daszyński. Część zabudowań ówczesnego sanatorium istnieje do dzisiaj. Wykorzystuje je wznoszący się nad Bystrą Specjalistyczny Zespół Chorób Płuc i Gruźlicy.

To właśnie leczniczy klimat przyciągnął tutaj na początku XX w. na kurację chorującego na płuca słynnego malarza Juliana Fałata. Bystra tak przypadła mu do gustu, że kupił chatę na zboczu Równi, w jej miejscu zbudował solidną willę i w 1910 r. osiadł tu na stałe. Jego przyjaciele pukali się ponoć w głowę: Co w głuchej wiosce na prowincji będzie robił dyrektor słynnej krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, mistrz akwarelista i nadworny malarz cesarza Wilhelma II? Fałat angażował się jednak w lokalne życie, często brał sztalugi pod pachę i wyruszał w plener. Odwiedzały go znane osobistości: Jacek Malczewski, Wojciech Kossak, Kornel Makuszyński.

Dzisiaj do willi Fałatówka (podlega Muzeum w Bielsku-Białej) może wpaść każdy. W odrestaurowanym domu, obecnie przy ulicy Fałata, mieści się jego muzeum biograficzno-artystyczne. Na parterze zobaczymy prace związane z kolejnymi etapami życia malarza. Są portrety jego ojca, żony, dzieci, przyjaciół, autoportret, panorama Krakowa, pejzaż Torunia. Ekspozycje uzupełniają dokumenty: metryka chrztu malarza, świadectwo szkolne, paszport żony, pamiętnik z "Najmłodszych lat dzieciństwa", fotografie, nagrody i wyróżnienia. Na piętrze urządzono pracownię mistrza. - Znajdują się w niej oryginalne sprzęty używane przez artystę, które udało się nam zgromadzić - tłumaczy Teresa Dudek-Bujarek, kierowniczka działu sztuki Muzeum w Bielsku-Białej. Oglądam sztalugi, stolik malarski, kanapę, na której Fałat odpoczywał. Patrzę na jego szkice i mam wrażenie, że wyszedł z pracowni tylko na chwilę, ale zaraz wróci i siądzie do kolejnego płótna... Na piętrze Fałatówki zgromadzono też obrazy przedstawiające sceny myśliwskie, z których artysta jest szczególnie znany, oraz pejzaże z Bystrej i okolic. Są tu też pamiątki z podróży Fałata dookoła świata, którą odbył w 1885 r., m.in. paszport, akwarele z Japonii czy mapa podróży przez Atlantyk. Warto też zwrócić uwagę na XIX-wieczny krzyż z rzeźbą Chrystusa Ukrzyżowanego i Gołębicą, który stoi tuż obok Fałatówki. Artysta przywiózł go tutaj z Przegini koło Krakowa (muzeum czynne we wtorek godz. 9-15, środa-piątek 8.30-16.30, weekend 8.30-14.30, bilet 7 zł, ulgowy 4).

***

Fałatówka to jedna z pięknych willi, których na przełomie XIX i XX w. stało w Bystrej wiele. Do dzisiaj zachowało się ich tylko kilka. Powyżej Fałatówki stoi willa Wanda, przy ul. Klimczoka (naprzeciwko Domu Strażaka) - Sielanka, a nieco dalej Halamówka. Piękny, ale zniszczony, drewniany budynek willowy zobaczymy też obok ul. Szczyrkowskiej.

Spacerując po uliczkach Bystrej, warto zwrócić uwagę na imponujące pomniki przyrody przy ul. Klimczoka: 900-letni cis (w rejonie Halamówki) oraz 300-letnią lipę (przy skręcie w ul. Jodłową). Na ulice Fałata i Klimczoka zapraszają osobiście ich patroni wyciosani w pniu drzewa. Mistrz Fałat dzierży w ręku pędzle, zbójnik Klimczok - dwie pukawki. Nad każdym znajduje się tabliczka z wyrzeźbioną nazwą ulicy. Na pomysł ustawienia nietypowych drogowskazów wykonanych przez lokalnych artystów Henryka i Jerzego Salachnę wpadło stowarzyszenie Bystrzańska Inicjatywa, które chce przywracać swojej miejscowości dawny urok. Rzeźbione tabliczki z nazwami stoją też przy innych ulicach, wskazują też drogę do cmentarza, na którym spoczął Julian Fałat w 1929 r.

Wielkie, drewniane rzeźby zobaczymy też w sąsiednich Wilkowicach, siedzibie gminy. Przed rokiem na specjalnym plenerze wykonali je artyści z kilku krajów. I tak św. Michał Archanioł stoi obok kościoła, św. Jadwiga obok gimnazjum, król Władysław Jagiełło przed szkołą podstawową, a trzymetrowy św. Florian pilnuje remizy (jego twórca Jan Czupryniak z Tucholi wyrzeźbił postać tego świętego dla nowojorskich strażaków po ataku terrorystycznym w 2001 r.).

Żeby w Bystrej pojeździć na nartach, wcale nie trzeba śniegu. Jadąc do samego końca ul. Klimczoka, dotrzemy do uroczyska sportowo-rekreacyjnego Skipark. Oprócz domków wypoczynkowych i pensjonatu znajduje się tu 200-metrowy, całoroczny stok narciarski (karnet na 11 zjazdów 15 zł, ulgowy 10). Dzięki temu, że został wyłożony specjalnymi matami slalomowymi, można tu jeździć nawet w środku lata - wystarczy zrosić maty wodą. Stok jest oświetlony, obok znajduje się wyciąg o przepustowości 550 osób na godzinę. Trzeba tylko przyzwyczaić się do jednego - gdy nie ma śniegu, nie jeździmy po białym, tylko po niebieskim

W sieci

www.bystra.pl

http://wilkowice.pl

www.julian-falat.bystra.pl

www.skipark.pl

www.schroniskoklimczok.com.pl

www.magurka.beskidy.pl