Narty w Austrii. Ischgl - alpejska Ibiza

To nie jest zaciszny kurort, za to można się tu najeździć za wszystkie czasy. Zwłaszcza że sezon trwa od listopada do maja
Najłatwiej powiedzieć, czym Ischgl - austriacki kurort tuż przy granicy ze Szwajcarią - nie jest. Nie jest więc miejscem dla rodzin, nie jest tani i na pewno nie znajdziemy tu ciszy i spokoju. Bo Ischgl nie jest jeszcze jedną romantyczną tyrolską wioską i nie chce taką być. Konsekwentnie buduje inny wizerunek - "alpejskiej Ibizy". Ma być drogo, głośno i rozrywkowo (od lat chlubi się sławą kurortu, w którym sprzedaje się najwięcej prezerwatyw; kiedyś znalazły się one nawet wśród materiałów prasowych na prezentacji Ischgl).

Bo Ischgl to przede wszystkim marka skierowana do młodych i bogatych. I kurort robi wiele, by ich skusić. Tu na stoku stoi sobie najnowszy model porsche, tu jest największe w Austrii zagęszczenie czterogwiazdkowych hoteli (w miasteczku liczącym ok. 1500 mieszkańców jest ich aż 83). Turyści, wśród których większość stanowią Niemcy, wydają - nie licząc zakwaterowania - średnio 155 euro dziennie (o kilkadziesiąt euro więcej niż w innych austriackich ośrodkach). Każdy sezon zaczyna się bezpłatnym koncertem na otwartym powietrzu - ostatnio dla kilku tysięcy osób śpiewała Rihanna, amerykańska piosenkarka rodem z Barbadosu, parę dni później zawitały króliczki Playboya.

Taki kierunek rozwoju (a były też śmielsze próby urozmaicenia pobytu, jak np. założenie domu publicznego w jednym z hoteli, storpedowane przez sąsiadów owego hotelarza) nie wszystkim odpowiada. Pewien instruktor powiedział mi, że nie przepada za hałasem i wolałby, żeby Ischgl kojarzono z nartami, a nie innymi atrakcjami.

***

A najeździć się tu można za wszystkie czasy. Sezon trwa od 30 listopada do 4 maja. Ischgl, wraz z sąsiednim, leżącym po szwajcarskiej stronie Samnaum (wspólny karnet, granicę przekracza się na nartach) oferuje 230 km tras, głównie czerwonych i czarnych. Lodowca nie ma, ale powodów do narzekań też nie, bo trasy biegną od wysokości 2872 m. Dzięki sporej różnicy wzniesień (Ischgl leży 1400 m n.p.m.) trasy są długie, najdłuższa liczy 11 km.

W góry dostaniemy się z kurortu kolejką linową i dwiema gondolami. Kolejka i jedna z gondoli zawiozą nas do samego centrum stacji narciarskiej - Idalp, na wysokości 2320 m. Jeśli wybierzemy drugą gondolę, też łatwo trafimy do Idalp, zjeżdżając krótką niebieską trasą. A stąd wyciągi biegną we wszystkich kierunkach. Można się też wypuścić na szwajcarską stronę, co może być dotkliwe dla portfela, bo w Samnaum działa kilkadziesiąt sklepów bezcłowych (warto pamiętać o paszporcie, choć ja akurat żadnych kontroli nie widziałem, a przysypana śniegiem budka graniczna wyglądała na opuszczoną).

Powrót z Samnaum urozmaica największa w okolicy, piętrowa kolejka linowa, która jednorazowo zabiera 181 pasażerów - można by się poczuć jak w warszawskim autobusie w godzinach szczytu, gdyby nie to, że wszyscy mają narty. No i gdyby nie widok z okna, którego powinny się wystrzegać osoby z minimalnym choćby lękiem wysokości.

Z Idalp do Samnaum droga wiedzie przez Palinkopf (2864 m). Stąd można zjechać także na austriacką stronę. I to jak zjechać! Tu zaczynają się bodaj najpiękniejsze z okolicznych tras. Są wymagające, trochę na uboczu i pewnie dlatego dosyć tu pusto. A widoki są takie, że nie powinni się krzywić nawet miłośnicy Dolomitów. Imponująco wygląda zwłaszcza pobliski Fluchthorn (3399 m) z charakterystycznym szczytem o trzech wierzchołkach (ale trzytysięczników jest w okolicy więcej).

***

Narciarze są w Ischgl rozpieszczani. O to, by nie zabrakło śniegu, dbają armatki. Trasy, zwłaszcza po austriackiej stronie, są świetnie przygotowane, co noc nad miasteczkiem widać światła ratraków, a supernowoczesne wyciągi mają np. krzesła z podgrzewanymi siedzeniami. Jest tak m.in. dlatego, że Ischgl to młody ośrodek - powstał w latach 60. - i atrakcji wciąż przybywa; udziałowcami spółki, która nim zarządza, są mieszkańcy doliny i rok w rok, mimo dużych zysków, rezygnują z dywidendy, by inwestować w infrastrukturę.

Na nartach często przychodzi ochota na małe co nieco. Mamy do wyboru samoobsługowe schroniska, droższe restauracje, no i snobistyczny Alpenhaus ze skórzanymi kanapami i fotelami. Potrawy różne, głównie mięsne, oczywiście obowiązkowo wienerschnitzel, ale są i pizze (przecież Włochy niedaleko). A na deser apfelstrudel, podawany na ciepło zawijaniec z jabłkami i bitą śmietaną, który ma mnóstwo kalorii, ale któremu nie sposób się oprzeć.

Około godz. 16 narciarze zjeżdżają w dolinę - pora na apres ski. Życie koncentruje się na głównym bulwarze, w nocnych klubach i knajpach. W jednej z nich, tuż pod dolną stacją gondoli, tańczą ledwo odziane dziewczyny. Tradycja jednak zobowiązuje i ich minispódniczki nawiązują do strojów tyrolskich.

Z godziny na godzinę jest tłoczniej i głośniej. Alkohol, spożywany pod różnymi postaciami, ale zwykle w ogromnych ilościach, robi swoje. Pijani - wśród nich nastolatki płci obojga - krzyczą i sikają gdzie popadnie, tłuką butelki. Wracamy do hotelu, brodząc w szkle.

Rano miasteczko jest niemal wyludnione. Kolejka do gondoli, poprzedniego dnia o tej samej porze całkiem okazała, skurczyła się do paru zaledwie narciarzy. W niedzielę rano widać najlepiej, kto przyjechał do Ischgl na narty.

Warto wiedzieć

•  Ischgl leży w Tyrolu, na zachód od Innsbrucka, z autostrady E60 trzeba wybrać zjazd na Kappl/Ischgl

•  Cena karnetów zmienia się w ciągu sezonu. Droższa taryfa Ski magic obowiązuje od 22 grudnia do 4 stycznia oraz od 26 stycznia do 28 marca: sześciodniowy karnet na 40 wyciągów w Ischgl i szwajcarskim Samnaum - 187 euro; przez resztę sezonu, w ramach Ski classic - 170; tyle zapłacą turyści, którzy mają kartę gościa wydawaną przez niektóre hotele. Pozostali płacą więcej - 219,5 za Ski magic i 189 za Ski classic - ale za to mogą korzystać także z pobliskich wyciągów w Galtür, Kappl i See

•  Wypożyczenie nart na 6 dni - ponad 100 euro

W sieci

www.ischgl.com

www.austria.info