Narty w Austrii. W kopnym puchu na lodowcu

Cień na Stubaital i pięć miasteczek tej doliny rzuca ponad sto alpejskich trzytysięczników skutych 80 lodowcami różnej wielkości. Nie odkładajcie narciarskiej wyprawy - lodowce kurczą się coraz szybciej
Coraz krótsze dni oznaczają coraz więcej śniegu w górach - czas ostrzyć narty. Wprawdzie na Kasprowy będzie można wjechać dopiero w połowie grudnia (wtedy ruszy nowa kolejka linowa), a w niżej położonych stacjach z zimą bywa różnie, ale przecież całkiem niedaleko mamy alpejskie lodowce.

Weźmy taką dolinę Stubai, która rozpoczyna się tuż za Innsbruckiem: pierwszy zjazd z autostrady wiodącej na przełęcz Brenner i już cieszy oczy wspaniały widok na meandrującą przez 35 km dolinę i zamykającą ją wielką czapę lodu ze spływającymi w dół białymi jęzorami.

Cień na Stubaital i pięć jej miasteczek (największe to Neustift, z bankomatem, basenem i sporym supermarketem, pozostałe to Schönberg, Miedes, Telfes i Fulpmes) rzuca ponad sto trzytysięczników skutych 80 lodowcami różnej wielkości.

Warto wyprawić się na nie tym bardziej, że ocieplający się klimat ich nie oszczędza. Spośród ponad stu austriackich lodowców, które badano w zeszłym roku, zaledwie jeden się powiększył - raptem o dwa metry. Pozostałe zgodnie się kurczą, większość w zastraszającym tempie - po 20, 50, a nawet 80 m rocznie (Horn w Zillertal). Tyrolczycy szacują, że jeszcze siedem do dziesięciu tak skąpych w śnieg zim i upalnych lat jak w sezonie 2006/07 i po narciarskich lodowcach z doliny Stubai pozostanie jedynie zasłużona sława wśród zawodowych alpejczyków. Daunferner, lodowiec, na którym regularnie trenują od września m.in. reprezentacje Szwecji i Kanady, cofnął się w ostatnim roku o 14 m...

***

Narty na lodowcu mają swoje mankamenty i Stubaier Gletscher, największy ośrodek narciarstwa lodowcowego w Austrii, też je ma. Po pierwsze, wysokość i łącząca się z nią temperatura - Gamsgarten, największy kompleks obsługujący narciarzy na lodowcu, to niemal dokładnie pułap Gerlacha i powietrze jest tam zimą ostre. Trasy w większości nie są bardzo wymagające (na 106 km aż 43 km stanowią łatwe, a 36 km - średnie), ale z drugiej strony to daje kapitalne możliwości rodzinom z dziećmi (zwłaszcza że na miejscu jest duża szkółka dla maluchów) oraz zupełnym nowicjuszom. Przy tym nie cały obszar lodowca w okolicy wyciągów jest ratrakowany - piękne szerokie połacie kopnego puchu czekają na amatorów freeride'u i telemarku.

Większą niedogodnością jest topografia doliny - dolną stację (1750 m n.p.m.) podwójnej gondoli na lodowiec od najwyżej położonych hoteli dzieli kilkanaście kilometrów. Dojazd pnącą się pod górę szosą zajmuje nawet pół godziny, potem niemal drugie tyle spędzamy w gondoli. I dopiero jej górne stacje leżą u stóp głównego terenu narciarskiego (2620 i 2900 m n.p.m., z powrotem do parkingu prowadzi świetna 10-kilometrowa, tylko częściowo przygotowywana trasa). Stamtąd wyżej jeżdżą już tylko jedna gondola i dwie kanapy (szóstka i czwórka), a prócz tego orczyki, bo cięższa infrastruktura nie sprawdza się na będącym w ciągłym ruchu lodzie. Ta krótka gondola na Schaufelspitze wsparta jest na specjalnych, częściowo ruchomych pylonach. Lód wokół nich pokrywają wielkie maty mające opóźniać jego osuwanie (podobne leżą pod śniegiem wokół dwóch wielkich stacji na lodowcu).

Kaprysy lodowca są zresztą dla właścicieli stacji wyzwaniem. Na Schaufelspitze stoi restauracja Jochdohle, najwyżej położony lokal w całej Austrii - 3150 m n.p.m. Ma niecodzienny kształt dysku przyczepionego jednym bokiem do skalnej ściany, a pod spodem prześwit dający lodowcowi pole manewru. Podają tu m.in. tyrolski speck, gruszkowy sznaps i wina (można wypić najprzedniejszy zweigelt albo gewurztraminer). Przy dobrej pogodzie zobaczymy stąd Marmoladę w Dolomitach i, całkiem wyraźnie, dolinę Otztal z lodowcem nad Soelden. Jest tak blisko, że był nawet pomysł połączenia dwóch stacji kolejką linową, na razie zarzucony.

Zrealizowano za to inny projekt - nową stację dolną, w której zamiast tyrolskiej architektury mamy nieco futurystyczną konstrukcję z betonu i szkła (na wielkich plakatach w środku enfant terrible narciarstwa alpejskiego Bode Miller atakuje slalomową bramkę - Amerykanin trenował tu we wrześniu na specjalnie przygotowanej trasie). Jej największą zaletą ma być olbrzymia samoobsługowa przechowalnia sprzętu - hala jak pół terminalu na Okęciu, z rzędami białych szaf, w których zamontowano czytniki magnetyczne. Jak się człowiek pogubi, wystarczy przyłożyć karnet i szafa z jego sprzętem automatycznie się otworzy. Przechowalnia kosztowała prawie 6 mln euro i zmieści 1500 par nart i 1200 par butów (każda szafka ma system ich suszenia i wentylacji, wynajęcie 8 euro dziennie, ale w jednej ulokujemy ekwipunek dla trzech osób).

***

A propos sprzętu, dwie górne stacje na lodowcu to - poza jedzeniem - przede wszystkim sklepy narciarskie i wypożyczalnie. System jest prosty: przez tydzień można bez ograniczeń próbować różnych butów i nart, a ostatniego dnia kupić najwygodniejszy zestaw. Wtedy wypożyczenie jest gratis (to spory koszt - sześć dni na najlepszych nartach kosztuje 129 euro, na nieco gorszych - 92, dziecięce - 25; buty - dorośli 47, dzieci - 15).

A skipassy? Dość drogo, prawie jak za Dolomiti Superski: tydzień - 190 euro, do 10. roku życia - za darmo, od 10 do 14 lat - 95, od 15 do 18 - 124, emeryci - 152. Za to oprócz tras na lodowcu i w trzech małych ośrodkach doliny (Schlick 2000 w Fulpmes, Serles w Mieders i Elfer Lifte w Neustift) mamy także dostęp do 130 km ścieżek narciarstwa biegowego, 88 km szlaków wędrownych oraz 10 naturalnych torów saneczkowych. Do tego bezpłatne przejazdy autobusami i wstęp na baseny w Neustift i Fulpmes. Na lodowcu można też pobrać lekcje jazdy na nartach (46 euro za godzinę, www.schischule-neustift.com ).

Tuż obok stacji Gamsgarten co roku powstaje wysoki na prawie 20 m, masywny i bardzo efektowny słup z lodu, na którym można poćwiczyć wspinaczkę - z czekanami, w rakach i rzecz jasna w asekuracji. Potem - jeśli instruktor uzna, że się nadajemy - można się z nim wybrać na wycieczkę. Może to być skitouring na bardzo popularnych w Tyrolu fokach, wędrówka wokół szczelin lodowca, a na koniec pokonanie paru problemów w pionie i malowniczy wierzchołek w nagrodę (więcej o przewodnikach: www.stubai.org/alpin ).

***

Stubai to według samych Austriaków najlepszy europejski lodowiec, ceniony przez nich wyżej niż Hintertux (42 km tras) czy Molltal (35 km). W rankingach najlepszych miejsc rodzinnego wypoczynku też regularnie mieści się w pierwszej piątce. Bazę noclegową ma imponującą - jeden hotel pięciogwiazdkowy, cztery czterogwiazdkowe, kilkadziesiąt cztero- i trzygwiazdkowych pensjonatów i ok. 4 tys. miejsc w kwaterach prywatnych, do tego gospodarstwa agroturystyczne. Wszystko 20 minut jazdy samochodem od centrum Innsbrucka, w którym już stoi gotowy stadion czekający na futbolowe Euro 2008. W Stubaital ma mieć kwaterę jedna z drużyn finałów. Może będzie to Polska?

W sieci

www.austia.info

www.stubaier-gletscher.com

www.neuschnee.at

www.stubai.at