Sport.pl

Narty w Austrii. Kitzbühel - safari trasą mistrzów 

O tym, żeby nią zjechać, marzyłam od dawna. Kiedy tydzień temu marzenie to miało się spełnić, przestraszyłam się, że nie będzie śniegu. Okazało się, że wysoko w górach jest go pod dostatkiem, a na dole pracują armatki
Jak to jest, kiedy pędzi się na nartach z prędkością 140 km na godzinę? Żeby się o tym przekonać, nie trzeba nawet umieć jeździć na nartach. Wystarczy, że zajrzymy do muzeum przy górnej stacji gondolek Hahnenkamm wyruszających z Kitzbühel, wejdziemy do środka narciarza wyglądającego jak kosmita, wrzucimy 1 euro i przed oczami zacznie nam się przesuwać trasa, kibicujący tłum, bramki, a nogi zaczną podskakiwać na niby-muldach.

Zjazd w symulatorze to najlepsza okazja, by poznać schodzącą do Kitzbühel kultową trasę Die Streif. Co roku w styczniu odbywają się na niej słynne zawody Hahnenkamm Rennen. Na odcinku o długości 3312 m i różnicy poziomów 863 m nachylenie osiąga 85 proc.! Przy takich parametrach nic dziwnego, że prędkość dochodzi do wspomnianych 140 km/godz., a rekordowe skoki sięgają 80 m! Trasę wyścigu możemy sobie wybić w muzeum w formie pamiątkowego medalu na samoobsługowym automacie.

***

Po treningu na symulatorze postanawiam przejechać trasę w realu. Zawodnikom zajmuje to mniej niż 2 min, mnie dużo dłużej, ale szaleństwem byłoby pędzić "na krechę". Zawody Hahnenkamm Rennen, rozgrywane od 1931 r., uważane są za bardzo trudne (oprócz zjazdu jest slalom), przyciągają więc największe narciarskie sławy. Nazwiska najlepszych uwieczniono na wagonikach kolejki. Gondolka, do której wsiadam, nosi imię Alberto Tomby, po drodze mija nas Stephan Eberharter, Bode Miller, Hermann Maier, Toni Sailer - urodzony w Kitzbühel trzykrotny medalista olimpijski. Polskich nazwisk, niestety, nie ma, szkoda, że nie uwzględniono skoczków. Za to mamy polski akcent na innych gondolkach startujących z Kirchbergu ozdobionych flagami różnych państw - oprócz biało-czerwonej są nawet tak egzotyczne jak Konga czy Belize (zabawa w rozpoznawanie flag to niezły sposób na zabicie czasu podczas wjazdu na górę).

Rzut oka na mapkę nartostrad (można dostać wersję polskojęzyczną) uświadamia, że naprawdę jest się gdzie wyszaleć. Jeśli kupimy Top Skipass na całe Alpy Kitzbühelskie, mamy do wyboru 704 km tras w różnych ośrodkach, także np. w St Johann czy Brixental. W samym regionie Kitzbühel czeka 170 km tras, z czego połowa w razie potrzeby może być sztucznie zaśnieżona. Kto chce, może jeździć na łagodnych trasach niebieskich lub trudniejszych czerwonych, ale nie brak też wymagających czarnych (najwięcej na górze Steinbergkogel). Ucieszą się ci, którzy nie lubią szusować ciągle po tym samym stoku - układ tras i 56 wyciągów pozwala na zrobienie sobie narciarskiego safari. Korzystając z jednego skipassu, można objechać naprawdę ogromny teren obejmujący pięć podregionów. Specjalny folder podpowiada, jaką trasę wybrać. Jest więc "Rodzinna", "Off piste", "Raj snowboardzistów", "Master Tour", a nawet... "Trasa rozkoszy".

My jednak decydujemy się na własną wersję ski safari. Widoki po drodze zapierają dech. Na pierwszym planie wznoszą się wspaniałe, poszarpane skały masywu Wilder Kaiser, z drugiej strony - Wysokie Taury, z boku - Alpy Zillertalskie. Fascynują przestrzenie, jakie pokonujemy i mnogość wyciągów. Liczne gondole, krzesła sześcio-, a nawet ośmioosobowe, no i imponująca "3 S" (kolejka z wagonikami podwieszonymi na trzech potężnych linach, stąd nazwa). Jest rodzajem łącznika między dwoma górskimi grzbietami przedzielonymi głęboką doliną. Dzięki temu dolina pozostanie dzika - na jej zboczach nie powstaną żadne nartostrady. Takie jest tyrolskie prawo uznające, że nartostrad jest już wystarczająco dużo, teraz trzeba inwestować w jakość infrastruktury.

Zygzakiem skaczemy po kolejnych stokach. Największe zagęszczenie tras i wyciągów w regionie Kitzbühel jest na Ehrenbachhöhe (1802 m n.p.m.) i Pengelstein (1938 m n.p.m.), niewysokich jak na Alpy, no i bez lodowca. Na nartach można dojechać aż do parkingów, czyli w przypadku Kitzbühel czy Kirchbergu na poziom 800 m n.p.m.

Wioska igloo - Alpeniglu Dorf - znajduje się na wysokości 1676 m n.p.m. Śniegowe kopułki kryją w sobie lodowy bar, kaplicę, w której np. można wziąć ślub. Jest też część hotelowa - noc na śniegowym łożu kosztuje wprawdzie ok. 90 euro od osoby, a mimo to chętnych jest tak wielu, że rezerwacje lepiej robić ze sporym wyprzedzeniem. Wejścia strzeże bynajmniej nie Eskimos, ale... Indianin, a raczej jego wyrzeźbiona w śniegu głowa. Są też również wyrzeźbione dwa kąpiące się w wannie polarne niedźwiedzie i renifery (te już prawdziwe).

Wizyta w igloo przypomina nam, że czas na grzane wino (oczywiście w symbolicznych ilościach), bez którego trudno sobie wyobrazić narty w Austrii. Naszą ulubioną chatą na picie grzańca na stoku w rejonie Kitzbühel była drewniana, typowo tyrolska Jägerwurzhütte. Można posiedzieć w stylowo urządzonym wnętrzu albo na słonecznym tarasie w widokiem na przejeżdżających narciarzy. Warto wziąć udział w plebiscycie na najsympatyczniejszą górską chatę - głosując, mamy szansę wygrać narciarskie wakacje.

***

Po kilku dniach w tej części Tyrolu polubiłam Kitzbühel. Każdego poranka, wjeżdżając gondolką na górę, patrzyłam na położone w dolinie miasteczko. Zaskoczyła mnie informacja o jego bardzo długiej historii - prawa miejskie uzyskało już w XIII w. W średniowieczu źródłem bogactwa były tu kopalnie miedzi i srebra, teraz - turystyka. Mieszkańców jest ok. 9 tys., miejsc noclegowych dla gości drugie tyle, ale przecież stałymi bywalcami są także ci, którzy kwaterują w okolicy (bardzo dobrą bazą jest np. oddalony o 6 km Kirchenberg, skąd zresztą również startują wyciągi). Dzisiejsze Kitzbühel to poza hotelami głównie sklepy, restauracje, kasyno czy Aquarena - kompleks basenowy ze ścianką wspinaczkową, lodowiskiem, salonami piękności etc. Koniecznie trzeba znaleźć czas na spacer wąskimi uliczkami starówki, po których od czasu do czasu przejedzie dorożka, co chwila natrafimy na ładną fontannę, ciekawy fresk czy rzeźbę. Pomijając wiekowe kościoły (najstarsze z XIV w.), trudno rozpoznać, co jest zabytkiem, a co współczesną budowlą - wszystko doskonale się komponuje, jak np. przepiękny gotycki portal w nowoczesnej fasadzie hotelu Goldener Greif. To takie trochę bajkowe miasteczko: kolorowe, czyste, w każdym detalu dopracowane. W muzeum regionalnym można zobaczyć fotografie znanych osób, które tu przyjeżdżały, m.in. królowej rumuńskiej, księcia Walii Edwarda, aktorki Claudii Cardinale.



Jedno jest pewne: niezależnie od tego, kiedy tu przyjedziemy, w Kitzbühel nie sposób się nudzić.

Warto wiedzieć

•  Dojazd: Kitzbühel znajduje się ok. 1100 km od Warszawy, 80 km od Salzburga, 380 km od Wiednia; jadąc z Wiednia, trzeba zjechać z autostrady A1 na pierwszym zjeździe za Salzburgiem, robiąc "skrót" przez Niemcy. Można też dotrzeć pociągiem.

•  Skipassy: tylko na region Kitzbühel (170 km nartostrad) - w zależności od sezonu: 1-dniowy - 33-38,50 euro, 6-dniowy - 156-180; Top-Skipass na całe Alpy Kitzbühelskie (704 km tras) - 1-dniowy 40 euro, 6-dniowy - 196

•  Parkingi przy wyciągach są na ogół bezpłatne, wyjątek - przy kolejce Hahnenkamm - 3,60 euro, niezależnie od ilości godzin

•  Centrum informacyjne koło ratusza w Kitzbühel: info@kitzbuehel.com , tel. 0043 5334 6230

•  Infolinia narciarska: 05356 695 12 15

•  Alpejski telefon alarmowy - nr 140

W sieci

http://www.kitzbuehel.com

http://www.servus-kitz.com

http://www.bergbahn-kitzbuehel.at

http://www.hahnenkamm.com

http://www.kitzbueheler-alpen.com