Alpy - gdzie nie ma Polaków?

Zamiast pchać się tam gdzie wszyscy, warto spróbować czegoś nowego. Ciekawych ofert jest dużo i zwykle nie są one droższe niż objeżdżone i pełne Polaków ?pewniaki?
Ciągle wracamy w te same miejsca i na te same trasy. A tu tyle jest alternatyw! Na pewno nie gorszy od "polskiego" Pitztal jest słabo u nas znany Mölltal w Karyntii, a Sölden zadowoli nawet najbardziej kapryśnych narciarzy i snowboardzistów. Sam wolę zastąpić przereklamowane Kaprun ciekawszym Saalbach-Hinterglemm, z którego pamiętam zjazdy po niesamowitej stromiźnie w puchu po pas. Francuskie Sept-Laux zachwyciło mnie widokiem. Niewielka stacja robiła wrażenie ogromnego tarasu widokowego, a jedzenie było po prostu boskie. Z Lech i Zürs zapadły mi w pamięć pierwsze próby jazdy poza trasami i wygląd tyrolskich kręgielni. Ale Maso Corto? Pamiętam stamtąd głównie Polaków...

Maso Corto - polska wioska

Już przy dojeździe do wciśniętej między góry miejscowości mijamy dwa polskie autokary i samochód przyjaciół z Katowic, którzy przed ostatnim stromym i świeżo zaśnieżonym podjazdem zakładają łańcuchy na koła. Na miejscu mam wrażenie, że w tej malutkiej wiosce, gdzie poza paroma hotelami i sklepami są jedynie wspaniałe góry, znają się nie tylko wyciągowi i recepcjonistki. Znają się również goście. Wśród cudzoziemców Polaków jest najwięcej. Dyrekcja naszej "rezydencji" (wynajem apartamentów z kuchnią) zatrudniła nawet Polkę, panią Beatę, która w razie jakiegokolwiek problemu pojawia się niczym anioł stróż i natychmiast wszystko załatwia. Dba też o to, żeby informacje hotelowe były napisane po polsku. Człowiek całkowicie zapomina, że nie jest u siebie.

Zapomina też o tym na stokach. Jeździmy razem, podczas przerwy gawędzimy przy kanapkach z polską szynką, a wieczorem bawimy się w jedynej w wiosce dyskotece K2 przy tych samych co w kraju melodiach. Nic dziwnego, że opis ośrodka na stronie internetowej zaczyna się od słów: "Maso Corto - polska wioska" (http://www.masocorto.com.pl).

Lodowce - gwarancja śniegu

Polacy ruszyli w Alpy tuż po roku 1989. Pierwszą mekką było Kaprun, austriacka miejscowość, stosunkowo blisko, która sławę zawdzięcza lodowcowi Kitzsteinhorn. Potem doszły inne lodowce: Pitztal, Stubai, wreszcie parę lat temu Maso Corto.

Dlaczego akurat lodowce? Najpierw były jesienne, treningowe wyjazdy klubów. Potem zaczęły się wyjazdy wiosenne, już nie tylko zawodnicze. Wreszcie wkroczyły biura turystyczne, które poszerzyły ofertę na cały sezon, używając lodowca jako gwarancji śniegu. Po pewnym czasie tworzyła się swoista tradycja i dziś każdy ma swoje powody, by wracać w to samo miejsce. Ulubiony stok czy knajpa, znajomi, których spotyka się właśnie tu...

W naszym przypadku Maso Corto to idealne miejsce na trening, bo przyjechaliśmy z klubem, a trudno o tak dogodnie położone stoki slalomowe. A jednak, wyjeżdżając stąd, mam wrażenie przesytu. Odważam się wreszcie na pytanie: dlaczego nie gdzieś indziej?

Dzika przygoda w La Meije

Ostatnio modna stała się Francja. Warunki narciarskie są zwykle nieskazitelne, a do tego nocne życie narciarskich wiosek (z wyjątkiem blokowisk w rodzaju Tignes) jest bez porównania bardziej kosmopolityczne niż w austriackich gospodach. We Francji szokiem był dla mnie majowy długi weekend w Les Deux Alpes znanym z ogromnego lodowca i nocnego życia właśnie. Doliczyłem się wtedy kilkunastu autokarów z polskimi tablicami. Znajomi Francuzi też nie mogli się nadziwić: - Czy wy tu macie jakiś zlot, czy co?

To rzeczywiście niepojęte, tym bardziej że tuż obok znaleźć można fantastyczne miejsca Polakom obce! Takim moim miejscem (trudno, niech przestanie już być "tylko moim") jest ośrodek La Meije - La Grave parę kilometrów od Les Deux Alpes. Dla posiadaczy sześciodniowego ski-passu w Les Deux Alpes dostęp do wyciągów jest tu darmowy. Warto skorzystać i spróbować prawdziwie dzikiej śnieżnej przygody. Dzikiej, bo na La Meije nie jeżdżą ratraki. Jest tam ponad 2000 m różnicy wzniesień (dla niewtajemniczonych to ponad dwa Kasprowe) samego off-piste, czyli jazdy poza trasami. Mamy do dyspozycji całą górę - z wariantami średnio trudnymi, trudnymi i ekstremalnymi. No i zapierające dech w piersiach widoki. Do Les Deux Alpes można wpaść wieczorem, np. na genialne raclette w tradycyjnej restauracji Crepes a Gogo.

W La Meije pogoda jest zmienna, lawiny nie są rzadkością, a w razie jakiegoś problemu nie ma możliwości podjechania do wyciągowego - bo najbliższy wyciąg może być oddalony o parę kilometrów. Polecam wynajęcie przewodników górskich, którzy zagwarantują bezpieczeństwo i poprowadzą do miejsc, na które samemu nigdy by się nie natrafiło.

Sześciodniowy pass - 150 euro. Otwarte: 20 grudnia - 2 maja. Informacja turystyczna tel. (0033) 476 79 90 05.

http://www.les2alpes.com

http://www.lagrave-lameije.com